Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Dorota Kania,
10.01.2014 08:10

Lis w przemyśle pogardy

Tomasz Lis poczuł się urażony, że ktoś ośmielił się opisać historię nie tylko jego, ale także drugiej żony Hanny Lis (nazywanej na korytarzach telewizji publicznej „Hanusiusią” z racji infanty

Tomasz Lis poczuł się urażony, że ktoś ośmielił się opisać historię nie tylko jego, ale także drugiej żony Hanny Lis (nazywanej na korytarzach telewizji publicznej „Hanusiusią” z racji infantylizmu i braku elementarnych podstaw wiedzy ogólnej). Lis stosuje swoistą miarę – ja mogę wszystko, inni – zwłaszcza prawicowi, konserwatywni dziennikarze – nie. Wystarczy przypomnieć materiał dotyczący rodziców Lecha i Jarosława Kaczyńskich.

Był to jeden z najbardziej obrzydliwych, pełnych insynuacji tekstów, który nigdy nie ukazałby się w żadnej przyzwoitej, szanującej się gazecie, ukazał się natomiast w tygodniku kierowanym przez Tomasza Lisa. „Newsweek” publikował też ohydne, przekraczające granice dobrego smaku i przyzwoitości okładki, a redaktor naczelny tygodnika zamiast argumentów wielokrotnie używał języka rynsztokowego i knajackich bluzgów. To akurat nie powinno dziwić nikogo, kto zna historię jego rodziny i rodziny jego żony. Dla przypomnienia, Stefan Kisielewski zamieścił nazwiska Waldemara i Aleksandry Kedajów (rodziców Hanny Lis) na liście zatytułowanej „Moje typy”, na której znalazły się osoby służalczo oddane komunistycznemu reżimowi Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej.

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej