Przypomina to pasję Platformy do wielokrotnego otwierania Stadionu Narodowego. Za każdym razem spędzeni obywatele mieli okazję podziwiać reklamujących się pod rozsuwanym i zsuwanym dachem działaczy PO. A im więcej otwarć, tym wyższe premie za dobrze wykonaną robotę. To samo ćwiczono przy autostradach, kiedy oddawane parokilometrowe odcinki dzielono na czworo, by można je było otworzyć cztery razy i cztery razy puścić miłe oku obrazki przedstawicieli władzy na tle sztucznych ogni i uradowanych kierowców.
Zamiłowanie Donalda Tuska do oczyszczalni ścieków można tłumaczyć i w inny sposób. W końcu premier po szyję tkwi w szambie. Bez przerwy ma też do czynienia z mediami głównego nurtu, zwanymi nie bez powodu mediami głównego ścieku. Nawet nawykły do takiego otoczenia zawodnik ma prawo mieć dość. I pomarzyć o oczyszczeniu.