Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Damian Szymczak,
27.07.2017 20:38

Sądy szybkie i skuteczne

Była wina, musi być i kara. Nic w tym odkrywczego. Tyle że przed wojną w Polsce uważano jeszcze, iż kara powinna być szybka. I tak z reguły działały polskie sądy.

Była wina, musi być i kara. Nic w tym odkrywczego. Tyle że przed wojną w Polsce uważano jeszcze, iż kara powinna być szybka. I tak z reguły działały polskie sądy. Szybko i skutecznie.

Najlepiej możemy się o tym przekonać, gdy prześledzimy garść pierwszych z brzegu spraw z tamtych lat. Dotyczących zarówno sytuacji względnie błahych, np. obrazy, jak i tych poważniejszego kalibru, np. spraw o zabójstwo.

Obraza kary wymaga

Obywatel, którego obrażono, miał prawo wiedzieć, że sąd to miejsce, w którym może zabiegać o zadośćuczynienie swoich krzywd. Tak jak Edward Potworowski z Goli w powiecie gostyńskim. Posiadacz ziemski i działacz społeczny, były powstaniec wielkopolski. Pewnie nigdy nie dowiemy się już, o co poszło podczas lokalnego spotkania przedwyborczego w pobliskim Szelejewie 12 grudnia 1929 r. To zresztą najmniej istotne. Ważne, że poczuł się obrażony przez innego uczestnika zebrania – Michała Antoniewicza. Sąd przyznał mu rację i sprawę załatwił szybko. Już 8 marca 1930 r. w lokalnej gazecie ukazało się ogłoszenie następującej treści: „P. Szambelana przepraszam i odwołuję jako nieprawdziwe i wyrażam szczery żal, w dowód czego składam pewną kwotę na budowę ochronki w Piaskach. Michał Antoniewicz”.

Nie tylko przedwyborcze emocje skłaniały do sporów i napaści słownych. Stanisława Grycz mieszkała w Witaszycach pod Jarocinem. Nienawidziła miejscowego nauczyciela o nazwisku Płonka. We wrześniu 1936 r. w obecności uczniów obrzuciła go stekiem najgorszych przekleństw, z których „świnia” należało do najłagodniejszych. Drugi taki wypadek miał miejsce 27 kwietnia 1937 r., kiedy to znów zaczęła na niego publicznie wrzeszczeć i wyzywać m.in. od „ścierw”. Mężczyzna ją pozwał. Rozprawa odbyła się na początku czerwca 1937 r. w Sądzie Grodzkim w Jarocinie. Jak czytamy w ówczesnej gazecie, „oskarżona wyraziła zgodę na publiczne przeproszenie nauczyciela Płonki, co też z widoczną skruchą uczyniła”. Kajała się, że jej zachowanie było skutkiem zszarganych nerwów. Przyrzekła, że podobne sytuacje już się nie powtórzą. Wreszcie zobowiązała się ponieść wszelkie koszty związane ze sprawą. W tej sytuacji sędzia darował jej karę, a nauczyciel miał satysfakcję i zapewne spokój ze strony kobiety.

Przestępstwa najcięższe

Zabójstw niestety nie brakowało nigdy. Jeśli już mowa o Jarocinie, to w nocy z 27 na 28 maja 1936 r. na drodze w pobliżu tego miasta dwóch leśników, Kuhnke i Olejnik, spotkało przypadkiem innego, trzeciego, emerytowanego już leśnika Jankowskiego. Też nigdy się nie dowiemy, dlaczego mieli ze sobą na pieńku. A mieli. Co więcej, dwaj pierwsi tej nocy byli pijani. I to pod wpływem alkoholu Kuhnke rzucił się na Jankowskiego. Ciężko poranił go nożem oraz bił laską po głowie, mężczyzna zmarł półtorej godziny później. Proces mordercy odbył się na początku września w Sądzie Grodzkim w Jarocinie. Była to tak zwana sesja wyjazdowa Sądu Okręgowego w Ostrowie. W ciągu rozprawy przesłuchano dwudziestu świadków, co wówczas nie było niczym niezwykłym. Sędzia uznał Kuhnkego za winnego morderstwa. Skazał go na sześć lat więzienia. Ponadto skazany musiał pokryć koszty procesu.

Serdecznie nienawidzili się też mieszkańcy położonej pod Ostrzeszowem wsi Grabów-Wójtostwo: Idzi Kubasik oraz Wilhelm Klada. Ten pierwszy był teściem Klady, który wbrew Kubasikowi ożenił się z jego pasierbicą. Wściekły teść doprowadził do tego, że małżonkowie nie mogli ze sobą żyć, pasierbica została z nim. 25 lutego 1937 r. doszło między nimi do awantury. W rezultacie Klada został dotkliwie pobity przez teścia i jego pracownika. Po zdarzeniu Klada i Kubasik wrócili do domów. Niestety żona Klady wyśmiewała go, że dał się pobić. Wtedy ten poszedł po rewolwer, a po chwili ruszył w stronę domu Kubasika, którego uśmiercił trzema strzałami. Rozprawa odbyła się 29 maja w sądzie w Ostrzeszowie. Ważne okazało się zeznanie psychiatry, który mordercę określił jako „typ natury biernej, czyn, który popełnił, mógł tylko powstać u oskarżonego przez obcowanie w atmosferze sporów, zatem żył w ciągłej depresji”. I ta opinia miała decydujący wpływ na wyrok sądu, który był bardzo łagodny. Wilhelm Klada skazany został na dwa lata więzienia, z zaliczeniem czasu spędzonego w areszcie śledczym.

Wyrok szybki, lecz nie zawsze surowy

Józef Meissner, 22-letni mieszkaniec Wonieścia pod Lesznem, 20 listopada 1937 r. bawił się pistoletem marki Browning. W pewnym momencie spostrzegł na podwórzu grupę młodych mieszkanek wsi. Skierował broń w ich stronę i strzelił, jak później mówił – „dla żartu”. Niestety, skutek był tragiczny – jedna z dziewcząt, Wanda Nowakówna, zmarła na miejscu. Rozprawa Meissnera odbyła się przed Sądem Okręgowym w Lesznie 14 stycznia 1938 r. Oskarżony od razu przyznał się do czynu. Przy tym jego obrońca podkreślał, że Meissner nie był nigdy karany. Najwyraźniej to i inne okoliczności łagodzące sąd wziął pod uwagę, bowiem okazał się dla sprawcy niezwykle łaskawy. Skazał go na półtora roku więzienia oraz zapłatę grzywny w wysokości osiemdziesięciu złotych. Przy tym do czasu odbywania kary w zakładzie karnym zaliczył mu czas spędzony w areszcie.

Krzesła, gumowe węże, noże i oczywiście gołe pięści. Na końcu sięgnięto po rewolwer. Słowem – walczono zajadle na śmierć i życie. Tak właśnie zakończyło się wesele w Biskupicach Zabarycznych w powiecie ostrzeszowskim. Z początku wszystko przebiegało spokojnie. Gdy już było po zabawie, w restauracji pozostali młodzi mieszkańcy tej wsi oraz pobliskiego Kotłowa. Od dawna nienawidzili się serdecznie, a przy tym byli pijani. W rezultacie doszło między nimi do regularnej bitwy, w której zginął jeden z nich, 24-letni Jan Kędzierski z Biskupic. Sąd ukarał dziewięciu mieszkańców obu wsi. Ze względu na młody wiek usłyszeli oni łagodne wyroki od siedmiu miesięcy do dwu lat więzienia. Co w tym wypadku najważniejsze, znów trzeba podziwiać sądową sprawność. Zabawa odbyła się 10 listopada 1936 r., a rozprawa przed Sądem Okręgowym w Ostrowie 18 lutego 1937 r.

Sprawiedliwość życia codziennego

Oczywiście zbrodnie to margines przestępstw, z którymi stykali się nasi przodkowie. Codzienne życie to codzienne sprawy. Czasem indywidualne, czasem publiczne. A że życie składa się przede wszystkim z dość błahych spraw, to wymiar sprawiedliwości miał za zadanie karać tych, którzy to życie próbują zdezorganizować.

Pod koniec listopada 1936 r. około sześćdziesięciu robotników i bezrobotnych mężczyzn stanęło przed budynkiem Urzędu Gminy w Kobylej Górze. Ich przywódca, 32-letni Jan Połomski, groził, że jeśli szybko „sprawa bezrobocia nie będzie załatwiona i bezrobotni nie otrzymają pracy”, to rozpoczną okupację urzędu. Dodał, że „przyjdą tam z kosami i zrobią porządek”. W końcu mimo pertraktacji z wójtem, który namawiał ich do spokoju, wdarli się do budynku i rozpoczęli jego okupację. Przed sądem stanęli już w styczniu 1937 r. Podczas rozprawy prokurator przekonywał, że „dziś pod pozorem różnych związków, jak to ma miejsce i w tym wypadku, kryje się czerwona lawina, zalewając coraz szersze kręgi”. W związku z tym domagał się surowych kar dla oskarżonych. Jak się okazało, sędzia był jednak dla nich łagodny i uwolnił niedawnych demonstrantów od kary. Z wyjątkiem ich przywódcy, którego skazał na siedem miesięcy więzienia, pokazując, że sprawę przebadał starannie, indywidualizując winę podsądnych.

Na początku roku 1938 miało miejsce włamanie do zagrody Jadwigi Jamrowej w Biadkach pod Krotoszynem, skąd skradziono kilka kur oraz indyka. Złodzieje nie byli zbyt bystrzy. Jeden z nich zostawił na miejscu płaszcz, dzięki czemu policja szybko ich odnalazła. Po krótkim śledztwie postawiono zarzuty trzem mężczyznom, mieszkańcom okolicznych wiosek. Już 11 lutego stanęli przed Sądem Grodzkim w Krotoszynie. Jednego sąd uniewinnił, drugiego zaś skazał na pół roku więzienia, zawieszając wykonanie kary na okres dwóch lat. Trzeci natomiast usłyszał wyrok siedmiu miesięcy pozbawienia wolności bez zawieszenia.

Jak widać z powyższych przykładów, przedwojenna Temida potrafiła być rychliwa i z powagą pochylała się nad każdym wypadkiem łamania prawa.

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane