Pełnokrwiste postacie (niektóre fikcyjne, niektóre autentyczne), realia Gdańska 1939 r. odtworzone doskonale. Równie świetny i nowoczesny okazuje się oglądany po latach inny film Różewicza – „Westerplatte”. Spośród filmów i seriali o II wojnie światowej z czasów PRL filmy Różewicza (a dodajmy do tego jeszcze niezwykły, kameralny dramat „Ryś”) wytrzymały próbę czasu, w przeciwieństwie do wciąż nie wiadomo dlaczego chwalonych propagandowych „Polskich dróg” Janusza Morgensterna czy „Hubala” Bohdana Poręby. Filmowcy III RP nawet nie zbliżyli się do poziomu Różewicza. Jedynym w miarę udanym polskim filmem o II wojnie światowej nakręconym w wolnej Polsce jest „Miasto 44” Jana Komasy, ale to i tak nie to. Dopóki nie doczekamy się następcy Stanisława Różewicza, nie ma co liczyć na wielkie polskie kino o II wojnie światowej.
W oczekiwaniu na następcę Stanisława Różewicza
Kilka dni temu znowu obejrzałem film Stanisława Różewicza „Wolne miasto” z 1958 r. Opowiada o ostatnich tygodniach w Gdańsku przed II wojną światową i obronie Poczty Polskiej. Poza scenami walki (które i tak jak na owe czasy były dynamicznie i realistycznie sfilmowane) film w ogóle się nie zestarzał.