Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Ryszard Czarnecki,
07.09.2020 16:00

Tylko mi tamtej Polski żal

Polska polityka musi być i jest pragmatyczna – zatem nie myślimy o zmianie granic. Jednak nie sposób amputować polskiej kulturze i polskim dziejom tego wielkiego polskiego dziedzictwa, polskiej historii i tego wszystkiego – w wymiarze także cywilizacyjnym – co przez wieki stanowiło Kresy Wschodnie Rzeczypospolitej.

Przecież na tych ziemiach żyli, tworzyli lub walczyli Mikołaj Rej, Ignacy Krasicki, Julian Ursyn Niemcewicz, Aleksander hrabia Fredro, Maria Konopnicka, Eliza Orzeszkowa, Maria Rodziewiczówna, Conrad – Józef Korzeniowski, Gabriela Zapolska, a wcześniej Adam Mickiewicz i Juliusz Słowacki, historycy Tadeusz Korzon, Stanisław Smolka, Józef Kallenbach, Aleksander Brückner, muzycy i kompozytorzy Michał Ogiński, Stanisław Moniuszko, Ignacy Paderewski, Karol Szymanowski, działacze wolnościowi i demokratyczni Edward Dembowski, Wiktor Heltman, Stanisław Worcell oraz politycy i wodzowie od czasów dynastii Jagiellonów: Józef August Ostrowski, Jan Karol Chodkiewicz, Stanisław Żółkiewski, Tadeusz Kościuszko, Romuald Traugutt, wreszcie Józef Piłsudski.

„(...) Obroniliśmy Lwów. Zostaniesz jednak sama”

To na tych ziemiach, a ściślej na Kresach Południowo-Wschodnich RP powstały słowa, które przeszły do historii polskiej literatury i Polski w ogóle: „O mamo, otwórz oczy, z uśmiechem do mnie mów. Ta krew, co z piersi broczy, ta krew to za nasz Lwów (…). Czy jesteś, mamo, ze mną? Nie słyszę Twoich słów. W oczach mi trochę ciemno. Obroniliśmy Lwów. Zostaniesz jednak sama. Baczność, Lwów! Cel i pal! Tylko mi Ciebie, mamo, tylko mi Polski żal”. Tak było przeszło sto lat temu. Lwowskie orlątko 14-letni Jurek Bitschan i tysiące takich jak on młodych Polaków na przestrzeni wieków decydowało o polskości tych ziem.

Od Bugu po Syberię, od Lwowa po Kazachstan wciąż mieszkają miliony naszych rodaków czy też ludzi polskiego pochodzenia. Wielu z nich trwa przy polskości, choć za bycie Polakiem płaciło się – i płaci – szczególną cenę.

Przed II wojną światową, przed agresją Niemiec Hitlera i Rosji Stalina, terytorium, które dziś jest poza granicami Rzeczypospolitej Polskiej, a było wówczas integralną częścią Polski, obejmowało 183 tys. km kw., a więc stanowiło prawie połowę powierzchni kraju. Obszar ten zamieszkiwało 11 mln polskich obywateli, a więc mniej więcej jedna trzecia całości.

Charakterystyczne, że Sowieci nie od razu zaczęli eksterminację polskości, Polaków, polskich organizacji – jeszcze w latach 20., już po rewolucji bolszewickiej, na terenie Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Sowieckiej działały aż 24 polskie kluby, 42 biblioteki i 135 świetlic! Bolszewicka eksterminacja naszych rodaków rozpoczęła się na masową skalę w latach 30. i trwała przez lata 40. Z kolei ludobójstwo – to najbardziej właściwe określenie – Polaków dokonane przez ukraińskich nacjonalistów nastąpiło głównie w latach 1943–1944.

Po upadku ZSRS: ćwierć miliona Polaków na Ukrainie

Zaraz po upadku Związku Sowieckiego na terenie sowieckiej Ukrainy mieszkało blisko ćwierć miliona Polaków, najwięcej na Żytomierszczyźnie. To niesłychanie ciekawe, ponieważ Żytomierz i okolice oderwano od macierzy już podczas II rozbioru Polski, a więc wcześniej niż resztę. Po Żytomierszczyźnie najwięcej Polaków było odpowiednio na Wołyniu, Tarnopolszczyźnie (od miasta Tarnopol, zwanego dziś Tarnopil), obwodzie lwowskim, okolicach Równego (a więc tam, gdzie mieszkał kiedyś i jeździł z przedstawieniami ze swoją trupą teatralną mój dziadek Henryk Karol Czarnecki, a także mieszkał w chłopięcych latach mój ojciec Henryk Tadeusz Czarnecki). Dalej: Stanisławów (rosyjski Iwanofrankowsk, teraz ukraiński Iwanofrankiwsk), Czerniowce, Chmielnicki, Sambor (ukraiński Sambir), Mościska, Bar, Kamieniec Podolski, Dobromil, Połomne. W samym Żytomierzu mieszkało pod koniec ery sowieckiej 60 tys. Polaków, we Lwowie, według sowieckich, bardzo zaniżonych szacunków – 13 tys., a w obwodzie lwowskim – 33 tys.

Oczywiście te liczby byłyby znacznie wyższe, gdyby nie deportacje, kolektywizacja z lat 30., a wreszcie eksterminacja sowiecka i ukraińska. Ta druga ze strony nacjonalistów ukraińskich pochłonąć miała w latach 1943–1944 nawet do 300 tys. Polaków. Ginęli tylko za to, że byli Polakami…

Katedra katolicka we Lwowie, kościół św. Antoniego na Łyczakowie, zdewastowany kościół św. Elżbiety, cmentarz Janowski, cmentarz Łyczakowski, tablica Franciszka Karpińskiego w Stanisławowie, Tadeusza Kościuszki w Lubieszowie, Profesorów Lwowskich zamordowanych przez Niemców w 1941 r., odnowiony pomnik Adama Mickiewicza we Lwowie – to wszystko punkty, jedne z bardzo wielu, przypominające polską historię i kulturę tych ziem. Dla mnie fenomenem zawsze była i pozostanie Żytomierszczyzna. Wielu miejscowych posłów do ukraińskiego parlamentu, czyli Wierchownej Rady, ma polskie nazwiska i wprost mówi o swoich polskich korzeniach. Ta ziemia nie powróciła do macierzy po chyba jednak nieszczęsnym traktacie ryskim w 1921 r.

To już 230 lat, jak Żytomierszczyzna jest oderwana od polskiej państwowości – a mimo to Polaków jest tam najwięcej z całych dawnych Kresów Wschodnich RP, poza terenem obecnej Białorusi, i są najbardziej zacięci w obronie swojej narodowości i wiary. Ciekawe, że pierwsi więźniowie – Polacy – zwolnieni z sowieckich łagrów w 1989 r. to pochodzący właśnie z Żytomierszczyzny ksiądz Józef Świdnicki i skazana za kolportaż literatury patriotycznej i religijnej Zofia Bielak.

„Cuda” sowieckich spisów powszechnych

W czasie sowieckich spisów statystycznych działy się tam prawdziwe cuda. Ostatni oficjalny spis, niedługo przed upadkiem ZSRS, wykazywał, że naszych rodaków było tam 383 tys. Tymczasem raptem 11 lat wcześniej, w latach 70., polską narodowość mimo trudnych sowieckich czasów deklarowało 540 tys. obywateli. Co się przez dekadę nagle stało w czasach już bez fizycznej eksterminacji Polaków? Gdzie się podziało przeszło 150 tys. naszych rodaków? Oto jest pytanie.

Jeszcze o miastach i rejonach o szczególnym nasyceniu Polakami na modnej ostatnio Białorusi. To dla mnie podróż sentymentalna, bo w wielu tych miejscowościach byłem jeszcze jako przewodniczący sejmowej Komisji Łączności z Polakami za Granicą. Oto Grodno, Lida i rejony: brzostowicki, wołkowyski, woronowski, grodzieński, świsłocki i szczuczyński. I jeszcze Nowogródek Adama Mickiewicza. Ba, przecież w stolicy, w Mińsku, który mógł trafić do Polski w wyniku traktatu ryskiego, ale strona polska nie za bardzo go chciała, uznając, że w II Rzeczypospolitej będziemy mieć za dużo mniejszości narodowych – nawet tam działał „klub polskiej kultury” już dobrze ponad trzy dekady temu.

Niech podsumowaniem tego – przyznaję – pełnego emocji artykułu będą słowa polskiego działacza spod Grodna, słowa aktualne do dziś: „Rozumiemy dobrze, że język to najważniejszy skarb narodu, należy go pielęgnować i dbać, by poznawało go młode pokolenie, posługiwało się nim na co dzień”…

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane