Ponieważ prawie cały świat ma inne zdanie niż Moskwa na temat tego, gdzie przebiegają granice Rosji, w praktyce np. prawie każdy obywatel krajów UE i NATO, który zgadza się z oficjalnym, prawnomiędzynarodowym stanowiskiem swoich rządów i tych instytucji np. co do statusu Krymu, może dostać się pod lupę rosyjskich służb prokuratorskich i specjalnych. Do tego w Rosji od lat obowiązują i zaostrzane są kary za tzw. kwestionowanie wysiłku wojennego Związku Sowieckiego, czyli głoszenie innej wersji historii II wojny światowej niż oficjalna kremlowska propaganda. W tej sytuacji każdy, kto choć raz gdzieś, choćby w internecie, napisał niewygodną prawdę o przebiegu granic Rosji czy roli ZSRS w II wojnie światowej, dwa razy zastanowi się, zanim odwiedzi Rosję. Zwłaszcza że Putin podpisał też inną poprawkę, stanowiącą, że na terenie Rosji prawo tego kraju ma wyższość nad międzynarodowymi umowami Rosji.