Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Ryszard Czarnecki,
25.05.2020 18:00

Siedem cudów II Rzeczypospolitej

Gdy na ostatnim okrążeniu biegu na 3 km z przeszkodami podczas igrzysk olimpijskich w Moskwie Bronisław Malinowski, chłopak z Grudziądza, odrabiał kilkadziesiąt metrów straty do Tanzańczyka Filberta Bayiego, rozemocjonowany i szczęśliwy – jak my wszyscy, w tym wówczas 17-letni autor tego tekstu – wielki komentator, a wcześniej żołnierz AK Bohdan Tomaszewski krzyczał: „Zwyciężyła polska siła, polska krzepa!”.

To prawda. Jednak dla mnie – w innym wymiarze – przejawem niebywałej polskiej siły, potęgi, tężyzny narodu było zrośnięcie się niepodległego państwa polskiego – II Rzeczypospolitej – z ziem trzech różnych zaborów po formalnie 123 latach niewoli, a praktycznie po dwóch wiekach podległości.

Aby uprzytomnić sobie, jak niebywale trudne było stworzenie jednolitego państwa, warto przytoczyć choćby fakt, że początkowo na terenie odrodzonej Polski obowiązywało aż… pięć kodeksów prawnych (!). Pierwszy to kodeks cywilny Napoleona – na terenie dawnego Królestwa Polskiego. Drugi to kodeks cywilny rosyjski, który funkcjonował jeszcze przez jakiś czas na tzw. ziemiach zabranych, czyli Kresach Wschodnich. Trzeci to rosyjski kodeks karny, obejmujący cały były zabór rosyjski. Czwarty – austriacki. Piąty – pruski.

Cud czy fenomen polskości?

W jakich kategoriach, jeśli nie cudu lub fenomenu polskości, należy widzieć inny fakt, że wtedy gdy jeszcze nie były ustabilizowane granice dopiero odradzającego się polskiego państwa, Sejm Ustawodawczy uchwalił konstytucję marcową – drugą polską konstytucję po Konstytucji 3 maja, uchwalonej 130 lat wcześniej. A przecież wybory do pierwszego Sejmu niepodległej Polski odbyły się, gdy na połowie terytorium państwa toczyły się walki!

Tak, to były dwa cudy. Jeden kodeksowy, prawny. Drugi konstytucyjny, ustrojowy. Trzecim było niewątpliwie uratowanie rolnictwa. Startowaliśmy z sytuacji dramatycznej. Podczas I wojny na ziemiach Polski wybito prawie milion koni i 1,8 miliona sztuk bydła. W Galicji plony zmniejszyły się o jedną trzecią, a obszar upraw zbóż i ziemniaków z 2,8 mln ha z 1914 r. do 1,5 mln ha cztery lata później…

Czwarty cud to była polska demokracja. Oto zmartwychwstała Polska przyznała prawa wyborcze kobietom 27 lat przed jedną z ojczyzn feministek – Francją! Gdy dziś słucham pouczeń francuskich europosłanek (europosłów też), które wymądrzają się na temat łamania „praw kobiet” w Polsce za rządu PiS, to ryczę jak ranny łoś, bo ich ojczyzna przyznała paniom prawo wyboru parlamentarzystów rok po II wojnie światowej, a moja – parę miesięcy po zakończeniu I wojny światowej. Jest różnica?

Piąty cud to niewątpliwie gospodarka. Przecież polskie ziemie podzielone między zaborców były częścią krwiobiegu gospodarczego Niemiec, Austro-Węgier i carskiej Rosji. Dla przykładu w tzw. dzielnicy pruskiej dwie trzecie obrotów stanowił handel z Niemcami, a tylko jedna dziesiąta – z innymi ziemiami polskimi. Warszawa nie miała bezpośrednich połączeń komunikacyjnych z Krakowem i Poznaniem! Zresztą stolica Małopolski ze stolicą Wielkopolski – również nie. Oczywiście Śląsk nie miał też żadnej komunikacji z Gdańskiem.

Po Austro-Węgrzech odziedziczyliśmy – o czym się w ogóle nie mówi – lewostronny ruch i na kolei, i na drogach w dawnym zaborze austriackim.

Powszechność oświaty i szkolnictwo zawodowe

Cud szósty to oświata. Polskie państwo to polskie szkoły, ale także dużo więcej szkół. W 1914 r. na ziemiach polskich funkcjonowało 18,4 tys. szkół, aby po ośmiu–dziewięciu latach wzrosnąć o jedną trzecią – do 27, 5 tys. W 1914 r. mieliśmy w Polsce 2,4 mln uczniów, by w 1922 r. dojść do 3,2 mln; a w ostatnim roku przed wybuchem II wojny światowej mieć ich już 4,7 mln. U progu niepodległości tylko niewiele ponad dwie trzecie polskich dzieci było objęte obowiązkiem szkolnym, ale tuż przed II wojną światową było to 90 proc.
Wbrew komunistycznej propagandzie poziom nauczania w szkołach w II Rzeczypospolitej był bardzo wysoki. Wiązało się to z dominacją szkolnictwa prywatnego. Na przykład gdy chodzi o szkolnictwo średnie, to w 1923 r. na 762 szkoły aż 502 były to szkoły prywatne. Charakterystyczne, że w szkolnictwie zawodowym szkoły prywatne stanowiły jeszcze wyższy procent, dochodzący do dwóch trzecich (252 prywatne wobec 126 państwowych).

Szkolnictwo zawodowe w Polsce niepodległej przeżywało niewątpliwy boom. W ciągu 11 lat, między 1923 a 1934 r., liczba tych szkół wzrosła do 814, a uczniów – z 31 tys. do 70 tys.
Proszę wybaczyć tę nieco monotonną wyliczankę, ale ona świetnie pokazuje, jak wiele państwo polskie między I a II wojną zrobiło w dziele upowszechnienia oświaty, a także scalenia szkolnictwa w jednolity ogólnopolski system.

Rzeczpospolita akademicka

Skoro mowa o oświacie, powiedzmy słowo o renesansie szkolnictwa wyższego – i to był cud numer siedem! Przed 1914 r. Rzeczpospolita akademicka to były cztery uczelnie rzeczywiście polskie: dwie w Krakowie (Uniwersytet Jagielloński i Akademia Umiejętności) oraz dwie we Lwowie (Uniwersytet Jana Kazimierza oraz Politechnika Lwowska). Już podczas wielkiej wojny spolonizowano dwie uczelnie w Warszawie: uniwersytet i politechnikę. W 1919 r. powołano Uniwersytet Poznański (na zachodzie Polski) i Uniwersytet Stefana Batorego w Wilnie (na wschodzie kraju).

Dodajmy do tego jeszcze KUL, a także Szkołę Główną Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie i Akademię Górniczą (późniejszą Akademię Górniczo-Hutniczą) w Krakowie. O ile w 1923 r. mieliśmy 17 uczelni wyższych i 38 tys. studentów, o tyle dwa lata przed II wojną światową już 32 uczelnie i 50 tys. studentów.
Jednym z największych łgarstw propagandy komunistów było zarzucanie II Rzeczypospolitej rzekomo niskiego odsetka studentów z rodzin chłopskich i robotniczych. Tymczasem w odrodzonej Polsce stanowili oni aż 20 proc. wszystkich akademików i było to procentowo znacznie więcej niż w okresie PRL!

Polska lat 1918–1939, mimo niewątpliwie wielu wad, dzięki wysiłkom Polaków stawała się państwem coraz silniejszym, zamożniejszym – a społeczeństwo coraz bardziej wykształconym. Pokolenia Polaków właśnie z państwem polskim wiązały nadzieje na własny rozwój. Udało się dzięki temu ograniczyć w pewnym stopniu olbrzymią emigrację: przed I wojną światową co roku z ziem polskich emigrowało ok. 130 tys. osób! To znacząco obniżało możliwości gospodarcze przyszłej polskiej państwowości, za to dynamizowało rozwój gospodarczy naszych europejskich sąsiadów, a także krajów za wielką wodą – USA czy Brazylii. Tak wielki proces emigrowania można było zaobserwować ponownie w PRL (potem jeszcze w jakiejś mierze po 2004 r.) z fatalnymi dla Polski skutkami.
Jeśli powstanie i rozwój II Rzeczypospolitej były cudem, to Polacy Panu Bogu w nim pomogli...

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane