Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Bartosz Bartczak,
20.05.2020 16:00

Polscy przedsiębiorcy potrzebują polskiego państwa

Przy okazji kryzysu wywołanego epidemią koronawirusa wiele państw ruszyło na pomoc swoim przedsiębiorcom. Ale poważne państwa wspierały swój biznes długo przed pojawieniem się koronawirusa. Nie było tylko o tym tak głośno, jak dziś.

Z powodu epidemii koronawirusa przed polskimi przedsiębiorcami, jako grupą społeczną, stanęło widmo biedy i bezrobocia. Pierwszy raz od kilkudziesięciu lat całym polskim branżom grozi upadek. W podobnej sytuacji co polscy przedsiębiorcy znaleźli się też przedsiębiorcy na całym świecie. Wiele państw postanowiło więc ruszyć z pomocą swoim firmom. Na szczęście, podobnie zareagowało państwo polskie. W ramach kolejnych edycji tarczy antykryzysowej, polski rząd przeznaczył miliardy złotych na pomoc polskim przedsiębiorcom. Jednak to, co Polakom wydaje się czymś nowym, czyli pomoc rodzimym firmom, w wielu krajach jest oczywistością, i to od dziesięcioleci.

Za nami stoi nasze państwo

Przykładem państw, które skutecznie wspierały swoje firmy, są azjatyckie potęgi gospodarcze. Począwszy od Japonii, przez Tajwan, Singapur i Koreę Południową, aż po Chiny. W Japonii po II wojnie światowej zaczęto budować grupy spółek, skupionych wokół wielkich banków, zwanych keiretsu. Grupy te były mocno kontrolowane przez bank centralny Japonii, dzięki czemu liczba wrogich przejęć japońskich firm przez obcy kapitał została zmniejszona do minimum. Z Keiretsu wyrosły takie światowe marki, jak Toyota, Yamaha czy Toshiba.

Drogę Japonii powtórzyły najpierw Tajwan i Korea Południowa. Ta druga stworzyła własny system czeboli, które zostały stworzone z małych firm wspieranych przez państwo. Z czeboli wyrosły takie światowe marki, jak Samsung czy Hyundai.

Na podobną taktykę gospodarczą zdecydowały się Chiny po przejęciu władzy w tym kraju przez Deng Xiaopinga. Zachodni kapitał nie mógł zrobić interesów w Państwie Środka bez znalezienia chińskiego partnera. To właśnie z takiej współpracy wyrósł chiński gigant Huawei. Dzięki polityce wsparcia państwa firmy z Azji stały się tak potężne, że dzisiaj niemal wszyscy nosimy w kieszeniach smartfony produkcji azjatyckiej  (iPhony są produkowane przez tajwańską firmę Foxconn). Co więcej, firmy azjatyckie zaczynają przejmować udziały w takich europejskich gigantach, jak Renault czy Opel.

Ale sukces azjatyckich potęg nie jest pierwszym w historii sukcesem strategii gospodarczej opartej na wsparciu przedsiębiorców przez państwo. Przykładem są Stany Zjednoczone. Na początku XIX w. USA nie były jeszcze wyjątkowo wysoko rozwiniętym państwem. Amerykanie eksportowali prawie wyłącznie bawełnę i inne produkty rolne, wyroby przemysłowe, importując głównie z Wielkiej Brytanii. Amerykańscy przemysłowcy chcieli więc ochrony ze strony państwa przed brytyjską konkurencją, aby móc rozwinąć rodzimą produkcję przemysłową. Nie zgadzali się na to plantatorzy z Południa, żyjący z eksportu bawełny i obawiający się reakcji Wielkiej Brytanii na protekcjonistyczną politykę rządu amerykańskiego. Ostatecznie opór plantatorów został złamany dopiero po wojnie secesyjnej. Pod osłoną rządowych taryf celnych amerykański przemysł wzrósł na tyle, że wyprzedził w wielkości produkcji przemysł brytyjski. USA stały się wtedy największą potęgą gospodarczą świata. Podobną drogę przeszły Niemcy w drugiej połowie XIX w. Wbrew panującym wtedy w gospodarce prądom liberalnym, Niemcy postawili na ochronę swojego przemysłu przed zagraniczną konkurencją. Pozwoliło to również niemieckiemu przemysłowi wyprzedzić przemysł brytyjski pod względem produkcji, a niemieckiej gospodarce wybić się na pozycję drugiej na świecie.

Nikt nie lubi rywali

Skoro więc za sukcesami Japonii, Korei Południowej, Tajwanu czy Chin, a wcześniej Stanów Zjednoczonych czy Niemiec stało wspierające rodzime firmy państwo, dlaczego więc polityka protekcjonizmu nie upowszechniła się wśród innych państw słabiej rozwiniętych? W dużym stopniu odpowiada za to ideologia neoliberalizmu gospodarczego. Jej ofiarą stała się w dużym stopniu Polska. Polscy politycy poszli za radą neoliberalnych ekonomistów i likwidowali wiele ich zdaniem nierentownych zakładów przemysłowych. Skutkowało to prawie 20-procentowym bezrobociem i wepchnięciem milionów Polaków w strukturalną biedę. A przecież wiele z likwidowanych przedsiębiorstw mogłoby się dostosować do realiów wolnego rynku, gdyby dostały odpowiednie wsparcie ze strony państwa. Wsparcie państwa polskiego dostały za to firmy zagraniczne. Nie tylko szybko otwarto dla nich nasz rynek, lecz także dostały one wiele ulg podatkowych i zderegulowany rynek pracy, który zapewnił im tanią siłę roboczą. W ten sposób nasz kraj nie dorobił się takiej technologicznej potęgi, jak koreański Samsung czy chiński Huawei.

Przykładem stosowania liberalizmu ekonomicznego, aby ograniczyć konkurencję dla bogatych ze strony biednych, jest polityka Unii Europejskiej. Komisja Europejska bardzo mocno zwalcza pomoc państwa dla rodzimych przedsiębiorstw. Oczywiście, jeśli chodzi o przedsiębiorstwa hiszpańskie czy polskie, bo w przypadku pomocy państwa niemieckiego dla rodzimego przemysłu, UE już nie jest taka stanowcza. Ale niemieckiemu przemysłowi sprzyja też konstrukcja wspólnej waluty euro. Europejski Bank Centralny bardzo mocno stoi na stanowisku ograniczania interwencji państwa w gospodarkę. W ten sposób biedniejsze kraje południowej Europy nie są w stanie wesprzeć swojego przemysłu w rywalizacji z potężnym przemysłem niemieckim. Taka polityka w połączeniu z wysokimi barierami celnymi na zewnątrz Unii Europejskiej sprawia, że Hiszpanie czy Włosi skazani zostali na kupowanie niemieckich samochodów i lodówek. Ci sami Hiszpanie i Włosi, nie mogąc liczyć na stabilną pracę w rodzimym przemyśle, są też często skazani na mało stabilną pracę w usługach, np. obsługując bogatych turystów z Niemiec.

Jaką drogą pójdzie Polska?

Jaką drogą pójdzie w najbliższym czasie Polska? Czy pójdzie drogą Korei Południowej, i stanie się technologicznym potentatem? Czy może pójdzie drogą Hiszpanii i stanie się krajem permanentnego kryzysu i bezrobocia? Odpowiedź na to pytanie zależy w dużym stopniu od reakcji naszego państwa na obecny kryzys. Wsparcie dla przedsiębiorców jest aktualnie czymś oczywistym. Nawet najwięksi liberałowie nie będą protestować. Ale wsparcie to powinno wychodzić daleko poza doraźną pomoc dotkniętym kryzysem firmom. Wsparcie polskiego państwa dla polskich przedsiębiorców powinno nie tylko pomóc stanąć im na nogi, lecz także wzrastać w przyszłości. Dlatego pomoc państwa dla polskich przedsiębiorców nie powinna skończyć się wraz z końcem kryzysu, ale być kontynuowana w przyszłości. Państwo polskie powinno nie tylko zwalczyć skutki obecnego kryzysu, ale i własnych zaniedbań z lat 90.

Przy okazji kryzysu zmienić się może mentalność Polaków. Mentalność, na którą tak negatywnie wpłynął neoliberalizm. Polscy neoliberałowie przez lata starali się przeciwstawiać sobie polskie państwo i polski biznes. Dziś polski biznes potrzebuje pomocy państwa. I ma on szansę tą pomoc otrzymać. Ale nacisk polskich przedsiębiorców na polskie państwo nie powinien się skończyć wraz z ustąpieniem kryzysu. Firmy, które utrzymają się dzięki pomocy państwa, powinny współpracę z tym państwem kontynuować w przyszłości, aby mieć szansę przy jego pomocy wzrastać. Więzy, które mogą połączyć w kryzysie polskich przedsiębiorców i polskie państwo, mogą okazać się bardzo trwałe. A to będzie pierwszy krok ku budowie nowoczesnego państwa. Takiego, jakiego zazdrościmy dziś Niemcom i Koreańczykom z południa, którzy kiedyś nie bali się zaangażować swojego państwa w pomoc swoim przedsiębiorcom.

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane