Oba właśnie legły w gruzach. Dla uważnego obserwatora sytuacji na wschód od naszych granic było zresztą oczywiste, że Łukaszenka wcale nie lawiruje, tylko jest satelitą Moskwy. Co z tego, że czasem demonstrującym niezależność – Gierek i Gomułka też czasem demonstrowali niezależność. A Nawalny, gdyby był koncesjonowany przez Kreml, to dawno zostałby dopuszczony do Dumy i władz lokalnych jako systemowa, prokremlowska niby-opozycja. Teraz Łukaszenka, w chwili zagrożenia, w pełni oddał się na łaskę i niełaskę Moskwy, a Nawalny został zaatakowany nowiczokiem i nie wiadomo, czy przeżyje. Wyskoki Łukaszenki i działalność Nawalnego były przez lata tolerowane, bo nie naruszały spoistości posowieckiego systemu, a i można było przed Zachodem odgrywać „pluralizm”. Ale w chwili kryzysu posowiecki system pokazuje swoje prawdziwe oblicze.