Za PRL, jako nastolatkowie, mogliśmy sobie przy piwie zaśpiewać: „Jedna atomowa, druga atomowa i wrócimy znów do Lwowa” i dodawać własną improwizację: „Jedna łódź podwodna... i wrócimy znów do Grodna”, bo to była tylko młodzieńcza fanfaronada skierowana przeciw skutkom paktu Hitler–Stalin, którego kolejna rocznica minęła 23 sierpnia niezauważona. Kiedy jednak w tym konkretnym momencie takie brednie głosi szef faktycznego organu prasowego Konfederacji, znów powracają podejrzenia o sprzyjanie interesom Moskwy! A my lepiej zawołajmy: „ŻYWIE BIEŁARUŚ!”. Z Grodnem jako sercem polskości w jej granicach.
O jedną łódź podwodną za daleko...
W kontekście buntu narodu białoruskiego przeciw gnębiącej go od lat satrapii warto zastanowić się co najmniej dwa razy, zanim się wypowie jakieś zdanie. Jednym głupim wpisem Twitterowym, że „w przypadku rozpadu Białorusi Grodno powinno trafić do Polski”, naczelny Korwinowskiego „Najwyższego Czasu!” dał amunicję absurdalnym twierdzeniom Alaksandra Łukaszenki, że Polska i Litwa, jako członkowie agresywnego paktu NATO, szykują się do rozbioru sąsiedniego kraju, więc jedyną radą jest jeszcze mocniejsze oparcie się na Moskwie i dalsze przykręcenie śruby protestującym na ulicach Białorusinom.