Był już taki jeden, co się pod prawdziwego cesarza podszywał, nadymając się bez miary, co doprowadziło do katastrofalnych batów otrzymanych od Prusaków w 1870 r. Jarosław Gowin jeszcze nie został Napoleonem, a już sobie zafundował Waterloo. Reprezentując nie wiadomo kogo w „negocjacjach” z opozycją, zapomniał, że nawet po abdykacji cesarza jego marszałkowie – poza bodaj dwoma rozstrzelanymi za lojalność wobec niego – robili dalej kariery w odrestaurowanej monarchii. Zdaje się, że kandydat na zbawcę ojczyzny nie umie nawet policzyć własnych szabel.