Tak czy inaczej, wówczas jeszcze USA były dość wiarygodne w walce o prawa człowieka i moralność w polityce międzynarodowej. Dziś, gdy po ten sam instrument sięgnął Biden, wypominając Putinowi, że jest zabójcą i nie ma duszy, a jego sekretarz stanu Antony Blinken wytykał Chinom zbrodnie na Ujgurach czy Tybetańczykach, Moskwa i Pekin odwinęły się narracją w stylu Black Lives Matter i „cancel culture” na temat prześladowań i zbrodni całej Ameryki na przestrzeni wieków i dzisiaj. I administracja Bidena nie może z tym nic zrobić, bo przecież sami na negowaniu wartości Zachodu przez podkreślanie głównie złych stron Ameryki doszli do władzy.