Przekonują, że nie uległ „histerii koronawirusa”, sprzyja przedsiębiorcom i nie pozwala, by na Białorusi rozpanoszył się Zachód ze swoją obyczajowością i ingerencją w rodzinę. Wszystko to bujda! Łukaszenka nie wprowadził lockdownu, bo padłaby białoruska gospodarka. Teraz chce szczepić Białorusinów rosyjską, niesprawdzoną szczepionką na koronawirusa, choć wcześniej polecał tylko wódkę i saunę. Co do przychylności dla przedsiębiorców, to na branżę IT nasłał bezpiekę, bo jej pracownicy go nie popierają. Rodzicom, którzy są jemu przeciwni, chce odbierać dzieci. I tak dalej. To, że Zachodowi można wiele zarzucić i istnieją tam zagrożenia dla wolności, nie sprawia, że dyktator nie jest dyktatorem. Chyba że ktoś woli żyć w alternatywnej rzeczywistości.
Łukaszenka widziany dialektycznie
Alaksandr Łukaszenka lubuje się w dziwnych konstruktach językowych, np., że jest „prawosławnym ateistą” albo że Białorusini to „Rosjanie lepszej jakości”. To efekt ukształtowania przez komunistyczną dialektykę. Ciekawe, że w Polsce, ale też innych zachodnich krajach, są ludzie postrzegający Łukaszenkę dialektycznie, choć twierdzą, że są wolnościowcami i antykomunistami.