Ci wszyscy ludzie wraz z powojennymi imigrantami już w okresie PRL stanowili „polski Londyn”. To nasi rodacy, którzy protestowali przez dziesiątki lat przeciwko so-wieckiej okupacji naszego kraju i zachowali formalnoprawną ciągłość państwa polskiego w myśl Konstytucji z 1935 r., dzięki której mógł funkcjonować rząd na uchodźstwie.
„Zamek” – Londyn, 43, Eaton Place
Pamiętam moje częste wizyty w siedzibie polskich władz na emigracji. Do końca życia będę pamiętał ten adres: 43, Eaton Place, w pobliżu stacji metra Sloane Square. Premierem rządu, z którym utożsamiało się coraz więcej Polaków w kraju, był prof. Edward Szczepanik. Ale na „zamku”, jak symbolicznie nazywano siedzibę władz RP w Londynie, urzędował też prezydent RP. Za moich czasów ten urząd sprawował początkowo Kazimierz Sabbat, a po jego nagłej śmierci w lipcu 1989 r. zastąpił go ówczesny minister do spraw krajowych w rządzie Szczepanika, działacz harcerski i pracownik banku Ryszard Kaczorowski.
Edward Szczepanik urodził się w Suwałkach. Tam skończył gimnazjum męskie, czyli dzisiejsze LO, a następnie w wieku 21 lat został absolwentem warszawskiej Szkoły Głównej Handlowej. Służył w lekkiej artylerii, a potem, jeszcze za II RP, został stypendystą słynnej LSE, czyli London School of Economics, gdzie studiował pod kierownictwem guru polskich konserwatywnych liberałów Friedricha von Hayeka! Już po wojnie uzyskał tam drugi po SGH tytuł magistra, a w 1956 r. stopień doktora. Jako żołnierz został internowany na Litwie, a potem był więźniem Sowietów w Kozielsku i na Półwyspie Kolskim. Tak jak dziesiątki tysięcy Polaków uwolniony w wyniku układu Sikorski–Majski został żołnierzem armii Andersa, awansował do stopnia majora, walczył o Monte Cassino, Anconę, a potem jako jeden z pierwszych polskich żołnierzy wkroczył do uwalnianej przez Polaków Bolonii.
Ludzie sukcesu w służbie Rzeczypospolitej
Był naukowcem cenionym na arenie międzynarodowej. Wykładał przez osiem lat w Hongkongu, a następnie pracował w Karaczi (Pakistan) jako przedstawiciel Uniwersytetu Harvarda. Był też pracownikiem naukowym Uniwersytetu Sussex w Anglii, a także doradzał wysokiemu komisarzowi ONZ ds. uchodźców, Komisji Gospodarczej ONZ ds. Azji i Dalekiego Wschodu, a także Międzynarodowej Organizacji Kawy. Przez 15 lat był konsultantem FAO, czyli struktury ONZ zajmującej się żywnością i rolnictwem. Był też pierwszym doradcą ONZ ds. Hongkongu. W czasie pracy dla FAO był jednocześnie (społecznie) ambasadorem rządu RP na uchodźstwie przy Stolicy Apostolskiej.
Na „zamku” był najpierw wicepremierem i ministrem spraw wewnętrznych (1981–1986), następnie został szefem emigracyjnego rządu, którym był do zakończenia misji władz RP na uchodźstwie.
Zmarł w wieku 90 lat, a jego prochy zostały złożone na cmentarzu w Suwałkach, w mieście, którego był honorowym obywatelem od 1992 r. Był człowiekiem niesłychanie spokojnym, prawdziwym dyplomatą, budził szacunek dorobkiem naukowym i pozycją międzynarodową, ale też umiejętnością znalezienia politycznych kompromisów.
Szefem Szczepanika jako wicepremiera w rządzie był prezes emigracyjnej Rady Ministrów, lider Niezależnej Grupy Społecznej, czyli czegoś na kształt BBWR na uchodźstwie – przedsiębiorca Kazimierz Sabbat. Miałem okazję nie tylko znać osobiście jego, lecz także bywać u niego w domu. Byłem także zapraszany na święta Bożego Narodzenia. Dwa razy starszy od Szczepanika, aż przez dziesięć lat był premierem rządu RP na uchodźstwie, przez kolejne trzy – prezydentem Rzeczypospolitej. Urodzony pod Łysą Górą w rodzinie organisty, maturę zrobił w Mielcu i ukończył prawo na Uniwersytecie Warszawskim. Krótko służył w naszej marynarce wojennej, a potem był żołnierzem gen. Maczka, wraz z nim wyzwalając państwa Beneluksu. Mało znany jest fakt, że jako premier polskiego rządu w Londynie został przyjęty przez polskiego papieża na audiencji w maju 1989 r. Trzy miesiące po tym spotkaniu, tuż po informacji o wyborze przez tzw. Sejm kontraktowy w Warszawie Jaruzelskiego na prezydenta PRL dostał zawału i zmarł. Był człowiekiem sukcesu w biznesie, ale gospodarka była dla niego przede wszystkim źródłem zapewnienia dochodów rodzinie i zaplecza do własnej działalności społecznej na rzecz niepodległego państwa polskiego.
Druh Ryszard – „kochać Polskę, służyć tylko Polsce”
Trzecią wybitną postacią polskiego Londynu był Ryszard Kaczorowski. U niego w domu gościłem najczęściej i miałem z nim najbardziej osobiste relacje. Myślałem o nim w sposób szczególny, gdy w pierwszy dzień świąt Wielkiejnocy składałem telefoniczne życzenia wdowie po nim, Karolinie, mieszkającej w Anglii, tak jak ich obie córki. Do dziś pamiętam nasze rozmowy z prezydentem: o Polsce, o narodowych dziejach i o przyszłej wolnej Rzeczypospolitej. Rozmowy, które odbywały się w jego domu w północno-wschodnim Londynie przy 32. Anson Road.
Ryszard Kaczorowski był człowiekiem o tradycyjnych, konserwatywnych poglądach i można do niego odnieść słowa Józefa Piłsudskiego skierowane do legionistów pięć lat po odzyskaniu niepodległości: „Kochał tylko Polskę, służył tylko Polsce, nienawidził tych, co służą obcym”. Był zwolennikiem jednolitego działania w ramach podzielonej przecież opozycji w Polsce. Był ambasadorem politycznego zakorzenienia Rzeczypospolitej w strukturach euroatlantyckich – NATO, i europejskich – wtedy jeszcze EWG. A jednocześnie był bardzo sceptyczny wobec nieformalnych organizacji międzynarodowych, jak masoneria, mogących wpływać na los polskich spraw. Całe życie – czy to w II RP, czy w antykomunistycznej konspiracji, czy w sowieckiej celi śmierci, czy też u Andersa – był harcerzem wiernym dewizie: „Służyć Bogu i ojczyźnie”. Urodził się w Białymstoku w rodzinie kolejarskiej, ale wywodzącej się ze szlachty (herb „Jelita”). Skazany na karę śmierci za działalność patriotyczną przez Sąd Najwyższy (!) Białoruskiej Republiki Sowieckiej, sto dni spędził w pojedynczej celi śmierci, gdzie jak wspominał, każdego dnia spodziewał się wyprowadzenia na egzekucję. Ostatecznie karę śmierci zamieniono mu na 10 lat łagru na Kołymie. W czasie kampanii włoskiej II Korpusu pod Monte Cassino doznał częściowej utraty słuchu. Był absolwentem Szkoły Handlu Zagranicznego w Londynie, przez 12 lat naczelnikiem harcerzy na emigracji, a przez kolejnych ponad 20 – przewodniczącym ZHP na uchodźstwie.
Zapamiętam go jako człowieka zasad, wielkiego polskiego patriotę, który szukał u ludzi tego, co łączy, a nie tego, co dzieli, a przyjaźniom pozostawał wierny na zawsze. Honorowy obywatel wielu polskich miast, laureat kilku doktoratów honoris causa, zginął pod Smoleńskiem – Sowieci nie wykonali na nim kary śmierci w 1940 r., ale 70 lat później Ryszard Kaczorowski na rosyjskiej ziemi oddał życie za Polskę.
Napisałem o ludziach, których znałem i przed którymi zawsze będę nisko chylił czoła – jako Polak, jako obywatel.