Bo to przecie, panie dzieju, hasło banderowców, morderców polskich kobiet i dzieci podczas rzezi wołyńskiej, więc taki okrzyk w ustach polskiego prezydenta stanowi akceptację wynoszenia na piedestał na Ukrainie winnych tych zbrodni. Trzeba mieć zakuty łeb, by nie zauważać, iż wznoszony przez Andrzeja Dudę na zakończenie każdego przedwyborczego mityngu okrzyk „Niech żyje Polska!” też się może komuś za tą czy inną granicą nie podobać. I co miałby robić nasz prezydent podczas grania niemieckiego hymnu z rozpoczynającą go frazą „Deutschland über Alles” – napisanego przez Josepha Haydna dla cesarza Austrii, a skompromitowanego przez III Rzeszę Hitlera: spluwać demonstracyjnie? Kiedyś konfederaci, ci barscy, mieli więcej rozumu w rozpoznawaniu realnych wrogów.
Duda „banderowiec” i konfederaci rozumni
W trakcie wizyty prezydenta RP na Ukrainie prasa związana z Konfederacją, zamiast analizować realne ustalenia pomiędzy obu państwami, mające znaczenie geopolityczne, zajęła się głównie zarzucaniem Andrzejowi Dudzie, że podczas ceremoniału wojskowego towarzyszącego jego powitaniu odpowiedział zgodnie z protokołem zawołaniem „Sława Ukrainie!”.