To bardzo poważne oskarżenia. Faktem jest jednak, że internetowi giganci, jak też Hollywood, bardzo pobłażliwie traktują reżim ChRL. Nie tylko nie cenzurują jego treści, lecz także sami pozwalają się cenzurować na rynku chińskim. Tymczasem z całą zaciekłością zwalczają przeciwników politycznych i światopoglądowych w świecie Zachodu, twierdząc, że są oni zagrożeniem dla wolności, praw człowieka, ekologii i czego tam jeszcze. Tak się składa, może to czysty przypadek, że często ich przeciwnicy polityczni są też zwolennikami twardszej polityki Zachodu wobec Chin. Nie wiem, czy istotnie giganci internetowi są sojusznikami Pekinu, ale ich hipokryzja jest po prostu wstrętna.