Wolski pytany o zachowanie dziennikarzy mainstreamu w tegorocznej kampanii prezydenckiej mówi: - W tej chwili został przyjęty taki wariant, że pod bardzo silnym ostrzałem jest pani Magdalena Ogórek. Dlaczego? Bo jej dobry wynik przesądza o drugiej turze. Więc w tej chwili linia obrony polega na tym, aby zniszczyć panią Ogórek, zepchnąć jej poparcie do 3 proc. i może uda się wtedy Bronisławowi Komorowskiemu wygrać w pierwszej turze. To może być ten rodzaj strategii, choć nie wiem do końca, czy ktokolwiek nad nią panuje - uważa Wolski.
- Jest świadomość, że popisy nieobiektywnego dziennikarstwa mogą de facto szkodzić. Niektórzy dziennikarze zastanawiają się już nad tym, co będzie, jeśli wygra PiS? To też są ludzie, którzy widzą wpadki Komorowskiego na każdym kroku. Trudno byłoby ich nie komentować, zwłaszcza że komentuje je opozycja. Tych gaf jest tak dużo, że tego nie można już przemilczeć - uważa prezes SDP.
Czy straszenie w mediach PiS-em nie przynosi już oczekiwanych efektów? – To straszenie było bardzo widoczne w przemówieniu premier Kopacz. Dziennikarze nie muszą tego robić, bo mają wystąpienia polityków. Poza ty, dziennikarze już nauczyli się, że mogą przedobrzyć, że lepiej zasiać lekki niepokój, niż go wzbudzać zbyt energicznie - mówi Marcin Wolski.
Co poradziłby dziennikarzom Marcin Wolski na czas trwającej kampanii prezydenckiej? – Obowiązuje powściągliwość. Informować, ale nie komentować – podsumowuje Wolski.