Joanna Brodzik użyczyła głosu w animacji „Mała Amelia”, skierowanej zarówno do dzieci, jak i dorosłych. Reżyser Jacek Bończyk obsadził ją w roli starej, pozornie wrednej Japonki – postaci, która drażni, bywa niepokojąca, ale nie jest jednoznaczna.
– Granie ‘złych’ postaci i czarnych charakterów nigdy nie jest proste, bo bardzo często pod powierzchnią złości i niechęci kryją się wrażliwość, wielkie serce i smutek, których nie widać na pierwszy rzut oka
– tłumaczy aktorka. Jak dodaje, jej bohaterka ma w sobie więcej, niż sugeruje pierwsze wrażenie. – „Przypomina, że za każdym zachowaniem stoi historia, której często nie znamy”.
Brodzik podkreśla, że animacja niesie uniwersalne przesłanie. – „Jesteśmy różni. Każdy z nas coś niesie – i każdy zasługuje na uważność” – mówi. Dla niej „Mała Amelia” to opowieść o empatii i o tym, jak ważne jest pielęgnowanie w sobie wrażliwości. – „Trzeba dbać o wewnętrzne dziecko. Bez tej frajdy i delikatności świat jest trudniejszy do zniesienia, a bajki są lekcją dla całej rodziny”.
Aktorka dzieli się też bardzo osobistą refleksją. W dniu nagrania wspominała swoją ukochaną babcię, dla której zapaliła świecę przed wyjściem z domu – i planowała zrobić to ponownie po powrocie. – „Dziś babcią dla moich chłopaków jest moja mama, a dziadkiem – mój tata. Przyglądam się im i szczególnie myślę o tym, żeby kiedyś być naprawdę fajną babcią” – wyznaje.
Jaką? – „Taką, która daje przestrzeń. Nie opartą na przymusie czy obowiązku, ale na zgodzie i wspólnej decyzji, żeby sobie towarzyszyć w życiu. Na wspólnym pokazywaniu sobie świata” – mówi Brodzik. – „I to jest coś naprawdę wspaniałego”.
Jej słowa doskonale wpisują się w sens animacji, w której nawet najbardziej szorstkie postaci okazują się nośnikami ważnych emocji i prawd – wystarczy spojrzeć na nie z uważnością.