Telewizyjne imprezy sylwestrowe od lat są polem ostrej rywalizacji między stacjami. Każda chce przyciągnąć jak największą widownię i nie szczędzi środków na znane nazwiska. Jeszcze przed rozpoczęciem transmisji media żyją doniesieniami o honorariach artystów, a po występach — ocenami widzów.
W tym roku prawdziwą burzę w sieci wywołał występ Thomas Anders z Modern Talking & Band podczas sylwestrowej imprezy Polsatu. Internauci zarzucali wokaliście korzystanie z playbacku, a emocje dodatkowo podgrzały doniesienia „Faktu”, według których artysta miał otrzymać za występ 400 tysięcy złotych.
W cieniu tej dyskusji głos zabrała Doda, która udzieliła wywiadu „Telemagazynowi”. Wokalistka postanowiła wyjaśnić, jak wygląda sprawa playbacku od kuchni.
- Nie no oczywiście, że nie wszystkie występy są z playbacku. Wszystkie podkłady są z playbacku i wszyscy instrumentaliści grają z playbacku
- tłumaczyła, dodając:
- Jest to niewykonalne, żeby każdy backline był podpinany na nowo, jeżeli artyści zmieniają się co trzy minuty.
Doda zwróciła też uwagę na kwestie techniczne i pogodowe, o których widzowie rzadko myślą, oglądając widowisko sprzed telewizora.
- I też niewykonalne ze względu na pogodę, bo jeśli jest mróz, to rozstrajają się gitary. To jest po prostu abstrakcja kompletna
- podkreśliła.
W dalszej części rozmowy artystka przyznała, że w wielu przypadkach to sami organizatorzy oczekują pełnego playbacku, bo jest on po prostu łatwiejszy do opanowania podczas transmisji na żywo.
- Bardzo często organizatorzy (…) proszą artystów, żeby to był full playback. Łatwiej jest im przetransmitować ten dźwięk w całości jako plik, niż na żywo próbować jakkolwiek te proporcje zmieniać
- mówiła.
- Ale są artyści, którzy się upierają, bo chcą śpiewać na żywo i łatwo to rozpoznać bardzo
- podsumowała.