Jak się okazuje, również Małgorzata Kożuchowska przeżywała kryzys wiary. Jak wspominała w rozmowie z ks. Bartłomiejem Królem:
„Miałam świetny – w moim odczuciu – plan na siebie. Wydawało mi się, że będę mogła wykonać pięćdziesiąt tysięcy różnych rzeczy, szczęśliwie żyć i motywować innych ludzi do czynienia dobra”.
„Waliłam głową w mur, rozsypałam się, zostałam obdarta ze wszystkiego. I właśnie wtedy, przyparta do ściany, stanęłam twarzą w twarz z samą sobą i z Bogiem”
- dodała.
Dopiero doświadczenie spotkania z Bogiem przyniosło jej ulgę.
Uświadomiłam sobie, że On jest jedynym ratunkiem, że tylko On jest w stanie zaproponować coś naprawdę sensownego. On nigdy się nie odwróci, nie odejdzie, będzie kochał bezwarunkowo
- podkreśliła.
- Bóg to mój dobry opiekun. Jestem niespokojnym duchem i moja ciekawość świata nieraz mogła mnie sprowadzić na manowce
- stwierdziła.
Tak jak dla siebie, tak i dla Boga trzeba znaleźć czas. Uświadomić sobie, że bez Niego po prostu nie da się żyć
- zaznaczyła.
Jej zdaniem "na świecie nie ma nic stałego. Miłość trzeba pielęgnować – także tę od Boga. Trzeba też ciągle pracować nad sobą".
„Tak jak dla siebie, tak i dla Boga trzeba znaleźć czas. Uświadomić sobie, że bez Niego po prostu nie da się żyć”
- twierdzi aktorka.