Poznasz go od razu. Trudno pomylić go z innym miodem
Gdyby ktoś postawił przede mną kilka słoików miodu, gryczany rozpoznałabym bez czytania etykiety.. W stanie płynnym ma ciemnobrunatną, niekiedy niemal czekoladową barwę. Pachnie intensywnie, a jego smak jest ostry, charakterystyczny i bywa porównywany do melasy.
Powstaje z nektaru kwiatów gryki zwyczajnej, daleko mu więc do delikatnego miodu akacjowego czy uniwersalnego wielokwiatowego. Ale mnie najbardziej zainteresowało nie to, jak wygląda i smakuje, lecz to, co znaleźli w nim naukowcy.
Naukowcy porównali różne miody. Wynik gryczanego zwraca uwagę
Tu zamiast ogólnych zapewnień mamy konkretne liczby. W polskich badaniach porównywano m.in. miody akacjowe, rzepakowe, wielokwiatowe, lipowe, wrzosowe, spadziowe i gryczane. Sprawdzano ich zdolność do neutralizowania badanego rodnika DPPH.
Miód gryczany osiągnął 85,1 proc. Dla porównania akacjowy uzyskał 14,7 proc., rzepakowy 29,3 proc., wielokwiatowy 37,5 proc., lipowy 44,1 proc., wrzosowy 45,3 proc., a spadziowy 77,4 proc.
Trudno nie zauważyć różnicy, zwłaszcza między gryczanym a najpopularniejszymi jasnymi odmianami.
Nie wyciągałabym jednak z tych liczb wniosku, że łyżeczka miodu może zastąpić lekarstwo. Nie może. To wynik badania laboratoryjnego dotyczącego aktywności przeciwutleniającej, a nie dowód na leczenie czy zapobieganie konkretnej chorobie.
PAN przyjrzała się polskim miodom
Jeszcze ciekawiej robi się, gdy spojrzymy na ustalenia naukowców Instytutu Rozrodu Zwierząt i Badań Żywności Polskiej Akademii Nauk w Olsztynie.
Badacze informowali, że spośród podstawowych gatunków miodów właśnie gryczany okazał się najbogatszym źródłem związków polifenolowych i wykazywał najwyższą aktywność przeciwutleniającą.
I to jest dla mnie najciekawsza informacja w całej historii. Nie egzotyczne pochodzenie, efektowne opakowanie czy modna nazwa, ale zwykły produkt z gryki – rośliny od dawna obecnej w polskim rolnictwie.
Dodajmy, że polifenole są naturalnymi związkami występującymi w roślinach. To m.in. ich właściwości przeciwutleniające sprawiają, że naukowcy interesują się ich obecnością w żywności.
Zamiast kolejnego egzotycznego „superfood”
Mam wrażenie, że przyzwyczailiśmy się już do tego, że jeśli coś ma uchodzić za wyjątkowo wartościowy produkt, powinno przyjechać do nas z drugiego końca świata i mieć nazwę, którą nie zawsze potrafimy wymówić.
Tymczasem gryka nikogo w Polsce egzotyką nie zaskoczy. Kaszę gryczaną znamy od pokoleń, a miód pozyskiwany z kwiatów tej rośliny jest jednym z najbardziej charakterystycznych krajowych produktów pszczelich.
Czy z tego powodu nazwałabym go „superfood”? Niekoniecznie. To określenie jest tak często używane marketingowo, że niewiele już znaczy. Wolę trzymać się tego, co można powiedzieć bez przesady: w badaniach porównawczych miód gryczany wyróżnił się na tle wielu innych odmian.
Jest jednak jedno ważne „ale”
Miód nadal pozostaje miodem. Zawiera przede wszystkim cukry i powinien być spożywany z umiarem. Dlatego nie przekonywałabym nikogo, że warto jeść go łyżkami tylko dlatego, że badania wykazały wysoką aktywność przeciwutleniającą. Wyników uzyskanych w laboratorium nie można automatycznie przekładać na działanie lecznicze u człowieka.
Można natomiast spojrzeć na miód trochę inaczej niż na zwykły zamiennik cukru. Pochodzenie nektaru ma znaczenie dla jego składu – i gryczany jest tutaj dobrym przykładem.
Gdybym miała wybierać słoik dla siebie, poza odmianą spojrzałabym na jego pochodzenie.
Naukowcy PAN zwracają uwagę, że warto kupować miód bezpośrednio z pasieki albo od lokalnego producenta. Dla mnie ma to jeszcze jedną, bardzo praktyczną zaletę: łatwiej dowiedzieć się, skąd rzeczywiście pochodzi produkt, za który płacę.