Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Lifestyle

„Strefa interesów” z pełnią dni zdjęciowych w Polsce. „To również nasz sukces”

Oscary dla „Strefy interesów” to również polski sukces – oceniła Patrycja Młynarczyk z Instytucji Filmowej Silesia Film, koprodukującej film, nagrodzony dwiema statuetkami. Zdjęcia powstawały m.in. w Śląskim Urzędzie Wojewódzkim.

Autor:

- Czujemy, że te Oscary są też częściowo naszym udziałem. To Oscary dla woj. śląskiego, dla Polski. Jest mi niezwykle przykro, że to nie zostało dziś odpowiednio podkreślone, ale "Strefa interesów" to w dużej mierze film polski, z pełnią dni zdjęciowych w Polsce

– powiedziała Młynarczyk, kierowniczka Silesia Film Commission, podczas poniedziałkowej konferencji prasowej.

W nocy z niedzieli na poniedziałek twórcy „Strefy interesów” odebrali statuetki Amerykańskiej Akademii Sztuki i Wiedzy Filmowej za najlepszy film międzynarodowy oraz najlepszy dźwięk.

To brytyjsko-polsko-amerykańska koprodukcja, w którą zaangażowany był Polski Instytut Sztuki Filmowej, a także Instytucja Filmowa Silesia Film. Ze Śląskiego Funduszu Filmowego na produkcję „Strefy interesów” przekazano 400 tys. zł netto. Pracownicy Silesia Film pomagali ekipie filmowej w znalezieniu odpowiednich lokalizacji, a także realizacji zdjęć.

Przez prawie półtora roku przed wejściem w okres zdjęciowy szukaliśmy z producentami odpowiednich lokacji. Byliśmy mocno zaangażowani w to, aby jak najwięcej dni zdjęciowych odbyło się terenie woj. śląskiego, bo to przekłada się na pieniądze realnie pozostawione w regionie”

– podkreśliła Młynarczyk. „Myślę, że to anegdota, którą mogę już opowiedzieć. Pewnego dnia okazało się, że samochód z oświetleniem musi zaparkować przed Śląskimi Sejfami na ul. Mickiewicza w Katowicach, a znacząco przekracza dopuszczalne tam 3,5 tony. Było tylko pół godziny, na załatwienie odpowiedniej zgody. To mogło się udać tylko i wyłącznie dzięki współpracy z zaufaną instytucją, taką jak my. Dlatego filmowcy potrzebują partnerów w regionie. To nie tylko pieniądze, ale wsparcie, realna pomoc i opieka” – wyjaśniła.

Sceny zrealizowane w Śląskich Sejfach ostatecznie nie weszły do filmu. Można w nim za to zobaczyć zdjęcia nakręcone w gmachu Sejmu Śląskiego w Katowicach. To modernistyczny budynek z lat 20. XX w., w którym mieście się obecnie Śląski Urząd Wojewódzki. Twórcy filmu wykorzystali m.in. jego korytarze, Salę Beskidzką oraz Salę Boazeryjną.


Film w reżyserii Jonathana Glazera nawiązuje do głośnej powieści wojennej „Strefa interesów” autorstwa Martina Amisa z 2014 roku, opisującej miłość pomiędzy SS-manem a żoną komendanta obozu koncentracyjnego. Tytułowa Interessengebiet była obszarem wokół KL Auschwitz zarządzanym przez SS. Do 1943 r. Niemcy – chcąc uniemożliwić więźniom kontakt ze światem zewnętrznym i jednocześnie pozbyć się świadków swoich zbrodni – wysiedlili stamtąd około 9 tys. mieszkańców.

Reżyser w centrum filmu umieścił Rudolfa Hössa (w tej roli Christian Friedel), który zorganizował KL Auschwitz, został jego pierwszym komendantem, a później przekształcił go w jeden z największych obozów III Rzeszy. W filmie pokazano życie rodzinne Hössa, jego żony Hedwig (Sandra Huller) oraz piątki dzieci w dużym domu z ogrodem, położonym za obozowym murem. Śpiew ptaków zagłuszają okrzyki ludzi prowadzonych na śmierć, ale nawet one nie zakłócają idyllicznego życia Hössów. Sielankę przerywa dopiero telefon z informacją, że Rudolf zostaje przeniesiony. Hedwig nie chce jednak opuszczać willi. Proponuje mężowi, że zostanie w niej razem z dziećmi.

Autor:

Źródło: niezalezna.pl, pap

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane