Od początku września kielecka Straż Miejska, na podstawie zgłoszonych interwencji, kontroluje prywatne posesje i ogródki działkowe, sprawdzając, czym mieszkańcy palą w przydomowych piecach. „Przede wszystkim sprawdzamy legalność zakupionego opału. Często bowiem zdarza się, że obok tradycyjnego, czyli węgla, miału i koksu, znajdujemy np. składowiska starych mebli i płyt wiórowych, też przygotowanych do spalenia” – powiedział zastępca komendanta Straży Miejskiej w Kielcach Wojciech Bafia.
Z 71 interwencji, 19 zakończyło się wystawieniem mandatu. Jedna kontrola zakończyła się sporządzeniem wniosku o ukaranie do sądu. „W większości przypadków okazuje się jednak, że ten gęsty czarny dym, który wydobywa się z komina, to nie efekt spalania w piecu opadów czy śmieci. To skutek używania złej jakości opału, jest on jednak zakupiony legalnie i dopuszczony do sprzedaży” – podkreśliła rzeczniczka Straży Miejskiej Maria Plutka. Dodała, że kontrole przeprowadzane są także na terenie zakładów pracy.
„Mieliśmy już zgłoszenia dotyczące pozbywania się przez niektóre przedsiębiorstwa odpadów w sposób niezgodny z ustawą. Nie są one wyrzucane do kontenera, tylko spalane na zewnątrz obiektów”
– ujawniła Plutka.
Podkreśliła, że celem kontroli nie jest wystawianie mandatów, a działalność edukacyjna. „Nasi funkcjonariusze mają ze sobą ulotki. Można z nich się np. dowiedzieć, gdzie w Kielcach powinno się oddawać niepotrzebne odpady. Na ulicy Magazynowej znajduje się tzw. Odrzutownia, gdzie bezpłatnie można je wywieźć, muszą one tylko być posortowane – to jedyny warunek” – zapewniła rzeczniczka.
Strażnicy miejscy namawiają też mieszkańców Kielc do zmiany sposobu rozpalania. „Mamy zakupione dwa piece. Podczas pokazów zachęcamy do stosowania tzw. metody odgórnej, gdzie ten czynnik rozpalający np. kawałek drewna, nie jest umieszczany na samym spodzie, tylko kładziony na opał. Proszę mi wierzyć, że różnica jest kolosalna. Przy tej metodzie, którą my proponujemy, dymu nie ma prawie w ogóle, tylko rozpalanie trwa trochę dłużej” – zapewnił Bafia.
Dodał, że w przypadku stwierdzenia spalania odpadów strażnicy miejscy mogą nałożyć mandat do 500 zł. Jeśli sprawa trafi do sądu, grzywna może wynieść nawet do 5 tys. zł.