Kilka miesięcy temu Jarosław Kret pożegnał się z codziennością w zatłoczonej stolicy. Jak sam przyznaje, miał już dość życia w mieście i coraz mocniej marzył o spokoju oraz własnej przestrzeni. Decyzja dojrzewała długo, ale gdy zapadła – nie było odwrotu. Prezenter zbudował dom pod Warszawą i szybko odnalazł się w nowej rzeczywistości.
Nowe miejsce okazało się dokładnie tym, czego potrzebował. Dom jest jasny, ciepły i przytulny, a Kret dba o to, by wnętrza nie były zagracone. – Bardzo pilnuję, żeby panował w nim porządek i lekkość – podkreśla. Styl? Daleki od katalogowych aranżacji. Jest eklektycznie, nieco szalenie i bardzo „pod niego”.
W środku nie brakuje roślin i światła wpadającego przez duże okna. Szczególną rolę odgrywa jeden pokój – gabinet, który prezenter nazywa swoją „jaskinią”. To właśnie tam zgromadził pamiątki z licznych podróży: orientalne stoliki, krzesła i przedmioty przywożone z różnych zakątków świata. Każdy z nich ma swoją historię i przypomina o drodze, jaką przeszedł.
Choć „uciekł z Warszawy”, nie oznacza to całkowitego odcięcia się od miasta. Nowy dom daje mu to, czego najbardziej brakowało – spokój, przestrzeń do myślenia i miejsce, w którym może być sobą. Jak sam przyznaje, ta zmiana była jedną z najlepszych decyzji ostatnich lat.