Jacek Rozenek w połowie maja br. po poważnym udarze mózgu trafił do szpitala. Na szczęście podczas kilkutygodniowego pobytu w szpitalu odzyskał mowę, a jego stan uległ znacznej poprawie. Na początku lipca rozpoczął rehabilitację, a teraz postanowił opowiedzieć o dramatycznych wydarzeniach i życiu po udarze.
Jak informował pod koniec sierpnia, zakończył pierwszy etap leczenia i opuszcza ośrodek rehabilitacyjny.
"Nareszcie... opuszczam dziś Ośrodek Rehabilitacji w Gryficach. Praca czeka w Warszawie. Dziękuję za dobre słowo i intencje"
Dzisiaj aktor pojawił się w programie "Dzień dobry TVN" i zdradził okoliczności, w jakich doszło do nieszczęsnego zdarzenia. Okazuje się, że Rozenek poczuł się gorzej podczas jazdy samochodem.
Niestety, pamiętam wszystko. Jechałem samochodem, zjechałem na parking i się zaczęło. Nie wiedziałem, jak mam zareagować, miałem wrażenie, że mi się coś śni, ale byłem przytomny. Po 3,5 godz. zerknąłem na telefon i wiedziałem, że jest niedobrze. Wyjechałem z tego parkingu i zatrzymał mi się samochód. 40 minut później obsługa autostrady zobaczyła mnie, zatrzymała się i zaczęła się akcja
- wspomina w "Dzień dobry TVN".
Dziś powoli wraca do pełnej sprawności.
Po prostu chcę żyć i to jest normalne. Dlatego wykonuję wszystkie ćwiczenia, które trzeba wykonać. Jest to cała masa ćwiczeń manualnych. Ja mam ograniczenia w ćwiczeniu, ponieważ mam niską frakcję wyrzutową serca
- mówił. Okazało się również, że aktor podczas pobytu w szpitalu dwa razy miał zapaść.