Polacy w Chorwacji – wakacyjna klasyka
Chorwacja od kilku lat niezmiennie znajduje się w czołówce najchętniej wybieranych przez Polaków kierunków wakacyjnych. To właśnie ten kraj, ze względu na malownicze wybrzeża, przyjazny klimat i rozsądne ceny, przyciąga rzesze turystów z Polski szukających relaksu, odpoczynku i kontaktu z naturą.
Z kolei statystyki chorwackiego Ministerstwa Turystyki potwierdzają, że zainteresowanie tym kierunkiem rośnie z roku na rok. Regularne, kilkuprocentowe wzrosty liczby polskich turystów sprawiły, że Polska uplasowała się na piątym miejscu pod względem liczby przyjazdów do Chorwacji. Wszystko wskazuje na to, że w kolejnych sezonach popularność tego kierunku wśród Polaków będzie nadal rosnąć.
Co zdradza Polaka w Chorwacji?
Wyjazd na wakacje za granicę to dla wielu z nas czas relaksu, oderwania od codzienności i chwila na naładowanie baterii. Ale choć staramy się wtopić w tłum turystów, bywa, że Polaka można rozpoznać z daleka — i wcale nie musi odezwać się po polsku.
Akcent, który miękko zdradza
Nawet jeśli perfekcyjnie opanowaliśmy angielski, w naszym sposobie mówienia często można usłyszeć miękki, śpiewny akcent, który różni się od twardej wymowy np. Niemców czy Skandynawów. Co ciekawe, Polacy mówiący po angielsku zdradzają się nie tylko przez akcent, ale też dobór słów — niektórzy używają specyficznych fraz „thank you very much”, które brzmią poprawnie, ale nie do końca naturalnie.
Brak uśmiechu i... rezerwa
To może nieco zaboleć, ale jednym z najczęściej wskazywanych znaków rozpoznawczych Polaka jest… brak uśmiechu. Choć oczywiście nie dotyczy to każdego, to jednak w porównaniu np. z Amerykanami czy Hiszpanami, często uchodzimy za naród bardziej powściągliwy. Mniej się uśmiechamy do nieznajomych, jesteśmy bardziej zachowawczy i nieco sztywni w pierwszym kontakcie. Taka rezerwa bywa odbierana jako chłód lub wręcz ponurość, nawet jeśli wcale nie mamy złych intencji.
Głośno, ale „swojsko”
Polacy za granicą często głośno rozmawiają między sobą – w sklepach, restauracjach, na promenadach. Nie chodzi o brak manier, a raczej o naturalną potrzebę wyrażania emocji i dzielenia się wrażeniami. Dla osób postronnych bywa to jednak wyróżnik. Zwłaszcza że język polski jest dość „miękki” fonetycznie, ale zarazem specyficzny, więc łatwo go wychwycić z tłumu.
Polak w Chorwacji? Ten jeden szczegół mówi wszystko
Ręcznik na leżaku. Zajęty przed świtem
Ten szczegół mówi wszystko. Polski turysta znany jest z perfekcyjnego planowania – i dotyczy to także plażowania. Choć Chorwacja słynie z publicznych, dostępnych plaż, każdy, kto choć raz był tam w sezonie, wie, że o dobre miejsce nad wodą trzeba zawalczyć. A Polak walczy z klasą i wyprzedzeniem.
Dlatego właśnie, jeszcze przed śniadaniem – a często jeszcze zanim słońce wzejdzie – niektóre miejsca na plaży są już “zajęte”. Nie ma tam ludzi, ale są ręczniki. Czasem butelka wody. Albo japonki. Zostawione metodycznie, strategicznie, z myślą: „Tu będzie moje miejsce, jak wrócę po kawie.”
Nie chodzi o brak kultury – to raczej objaw narodowej czujności i pragmatyzmu. Wiemy, że bez rezerwacji można zostać z niczym. Więc działamy.
Z pełnym bagażnikiem
Jeśli podczas urlopu w chorwackim Lidlu zauważymy kogoś z koszykiem pełnym kabanosów, pieczywa tostowego i konserw – istnieje spora szansa, że właśnie spotkamy rodaka. Polacy potrafią perfekcyjnie zaplanować każdy wyjazd, nawet jeśli ma to być tylko tydzień leniwego plażowania.
Wielu z nas podróżuje samochodem, a bagażnik wypełnia nie tylko walizkami, ale też sprawdzonymi zapasami z domowej spiżarni. To nie brak chęci do próbowania lokalnej kuchni, ale raczej wyraz rozsądku i przywiązania do znanych smaków. Bo skoro można zjeść smacznie, swojsko i bez nadwyrężania wakacyjnego budżetu, to dlaczego nie?
Polacy doskonale wiedzą, jak zadbać o komfort i logistykę. Dobrze zaopatrzona lodówka w apartamencie to dla wielu gwarancja spokoju, wygody i niezależności. Nie trzeba codziennie szukać restauracji, martwić się o menu dla dzieci czy ceny dań na promenadzie.