Matt Damon w rozmowie z „British GQ” zdradził, że żałuje, iż nie wziął udziału w filmie „Avatar” Jamesa Camerona z 2009 roku.
Tym bardziej, że - jak twierdzi - proponowano mu nie tylko główną rolę, ale też 10 procent zysków z filmu, gdyby się na to zgodził.
Jim Cameron proponował mi udział w „Avatarze”. Powiedział wtedy: „Słuchaj, nie potrzebuję nikogo. Nie potrzebuję do tego aktora z nazwiskiem. Jeżeli ty tego nie weźmiesz, obsadzę jakiegoś nieznanego aktora, ponieważ tak naprawdę film cię nie potrzebuje. Ale jeśli weźmiesz w tym udział, dam ci 10 procent
- mówił „British GQ” Damon.
Opowiedziałem kiedyś o tym Johnowi Krasinskiemu, kiedy pisaliśmy scenariusz do „Promised Land”. John zaczął chodzić po kuchni i w końcu powiedział do mnie: „Jeżeli zostałbym obsadzony w Avatarze, nic w moim życiu nie byłoby inne, no może poza tym, że odbywalibyśmy tę rozmowę w kosmosie (...) Tak... najprawdopodobniej zostawiłem na stole więcej pieniędzy niż jakikolwiek aktor
– dodał.
Aktor przyznał jednak, że nie mógł zaangażować się w „Avatara”, ponieważ pracował przy produkcji „Ultimatum Bourne’a”.
Cameron powiedział mi wtedy, że zrobił tylko sześć filmów. Nie zdawałem sobie z tego sprawy. Przegapiłem swoją szansę na współpracę z nim. To jest do bani. Ale wszystkie moje dzieci mają co jeść. Nic mi nie jest
– stwierdził.
Jak przypomina wprost.pl, „Avatar” Jamesa Camerona z 2009 roku był najbardziej dochodowym filmem w historii kina. Został zdetronizowany dopiero przez film „Avengers: Koniec gry”. „Avatar” na całym świecie zarobił 2,78 mld dolarów.