Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Lifestyle

"Królowa ludzkich serc", skandalistka. O sobie mówiła: Nie byłam aniołkiem. Zginęła 22 lata temu

Nie byłam aniołkiem. Moi bliscy nieraz mogli się przekonać, że rogata ze mnie dusza. Jednak zawsze umiałam się zachować. Od najmłodszych lat świetnie wyczuwałam, kiedy można poszaleć, a kiedy należy trzymać buzię na kłódkę. Umiałam z każdym porozmawiać, wszystko jedno - z ogrodnikiem czy z policjantem - mówiła księżna Diana w słynnych taśmach, spisanych i opublikowanych przez Andrew Motrona. Dziś mija 22 rocznica jej śmierci.

Autor:

Naczelna skandalistka królewskiego dworu, nieszczęśliwa żona, sprytna manipulatorka, a jednocześnie ofiara mediów i "królowa ludzkich serc" zmarła tragicznie w wypadku samochodowym 22 lata temu.

Jak wyglądała jej młodość?

"Miałam nieszczęśliwe dzieciństwo. Rodzice bardziej niż nami byli zajęci kłóceniem się ze sobą. Mama ciągle płakała, tata nigdy nie chciał nam wyjaśniać dlaczego, a my nie mieliśmy odwagi zapytać. Tak naprawdę wychowały nas niańki, które ciągle się zmieniały. Z dzieciństwa pamiętam wielkie poczucie braku stabilizacji. Bardzo kochałam zwierzęta, zwłaszcza te malutkie, jak świnki morskie. Kładłam się spać otoczona 20 pluszowymi przytulankami tak, że w łóżku zostało niewiele miejsca dla mnie. Te zabawki były moją rodziną, a do 10. roku życia nie zasypiałam bez zapalonej lampy"

- wspominała Diana.

Jak podaje portal plejada.pl, hrabianka Spencer nie była dobrą uczennicą. Mimo dwukrotnego podejścia do matury nie udało jej się zdać egzaminu. Bezradny hrabia, nie mając pomysłu na to, jak pomóc córce, wysłał ją do szwajcarskiej szkoły dobrych manier, bez nadziei na większą karierę.

W Institut Alpin Videmanette, bo o nim mowa, panienki uczą się, jak poprawnie prowadzić konwersację, gotować, szyć i wydawać przyjęcia. Celem placówki jest wyszkolenie idealnych gospodyń domowych, które w przyszłości będą idealnymi kandydatkami na żony. Znudzona mieszaniem w garnkach Diana Spencer wytrzymała tam jedynie trzy miesiące.

"W szkole byłam nieznośna. Chciałam cały czas bawić się i ruszać, zamiast siedzieć na miejscu i patrzeć na ściany. Cztery lata z rzędu wygrywałam zawody w nurkowaniu i pływaniu. Wygrywałam też konkursy dla właścicielek najlepiej utrzymanych świnek morskich, ale jeśli chodzi o wyniki w nauce lepiej pominąć je milczeniem. Kochałam lekcje gry na pianinie, naukę stepowania, treningi tenisa, byłam kapitanem drużyny siatkówki. Lubiłam opiekować się starszymi ludźmi - raz w tygodniu chodziłam do szpitala dla psychicznie chorych"

- zdradziła księżna.

Starszego o trzynaście lat Karola Mountbattena-Windsora, ówczesnego chłopaka swojej starszej siostry, Spencerówna poznała w rodzinnym domu.

"Pamiętam, jak mój przyszły mąż pierwszy raz przyjechał do nas do Althorp. Pamiętam moje pierwsze wrażenie: Boże, jaki to smutny facet. Moja siostra Sarach nie odstępowała go ani na krok. Wydawało mi się, że musi go to męczyć. Ja trzymałam się w cieniu. Byłam wtedy tłustawą, nieatrakcyjną dziewczyną bez makijażu, ale dużo się śmiałam, żartowałam"

- mówiła później.

Zauroczenie Karola starszą siostrą Diany trwało osiem miesięcy. Okazuje się, że to młodsza córka Spencerów zwróciła jego uwagę, dlatego zaprasza ją do królewskiej posiadłości w Balmoral. Chce, żeby poznała królową.

"Karol właśnie zerwał z Anną Wallace. Posadzono nas razem przy stole. Wieczorem, w czasie przyjęcia z grillem, on przysiadł się do mnie. Był pan przerażająco smutny w kościele na pogrzebie Lorda Mountbattena. To najtragiczniejszy widok, jaki widziałam w życiu. Moje serce krwawiło. Pomyślałam sobie, że jest pan taki samotny i ktoś powinien się panem zaopiekować - wyszeptałam. Kilka minut później on prawie rzucił się na mnie"

- wspominała po latach w taśmach Diana.

"Byłam przerażona, a on zapytał: Wyjdziesz za mnie?. Roześmiałam się. Pomyślałam, że żartuje. On był śmiertelnie poważny. Zapytał: Czy zdajesz sobie sprawę, że pewnego dnia zostaniesz królową?. W tym momencie usłyszałam wewnętrzny głos: nigdy nie będziesz królową, ale odegrasz ważną rolę. Odpowiedziałam tak i dodałam: Tak bardzo Cię kocham. Odpowiedział: Cokolwiek miłość znaczy. Później poszedł i zadzwonił do swojej matki"

- zwierzała się Mortonowi Diana.

Niedługo potem, w 1981 roku, Pałac Buckingham ogłosił oficjalne zaręczyny następcy brytyjskiego tronu, a zaledwie pięć miesięcy później zdenerwowana panna młoda siedziała w karocy, podążając do londyńskiej katedry św. Pawła.

"I właśnie tej nocy dopadła mnie bulimia - smutna zapowiedź nowego życia. Rankiem, następnego dnia czułem się bardzo spokojnie. Już idąc ze strony ołtarza szukałam wzrokiem Camilli. Wiedziałam, że jest w katedrze i zobaczyłam ją popielatoszarą twarz, którą ukryła pod woalką. Miałam nadzieję, że wszystko między nimi skończone. Robiąc ostatni krok do ołtarza nagle zdałam sobie sprawę z szaleństwa całej tej historii: ja Diana, przedszkolna opiekunka, wychodzę za mąż za księcia; Ja dziecko - zagubione w świecie dorosłych. (...) Nie mogłam sobie nawet wyobrazić co mnie czeka w czasie weselnego przyjęcia. Mój mąż nie odezwał się do mnie ani słowem"

- opowiadała.

Tego dnia wybuchła wielka medialna histeria, która będzie towarzyszyć jej do końca życia.

Autor:

Źródło: niezalezna.pl, plejada.pl

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej

AKTUALNE PETYCJE

NAJNOWSZE Lifestyle