Debora Broda została bohaterką najnowszego wywiadu zamieszczonego na blogu Anny Lewandowskiej, gdzie wyznała, że chociaż macierzyństwo sprawia jej ogromną radość, w Internecie spotkała się z ogromnym hejtem.
Zanim urodziła się nasza najmłodsza córka, Tosia, wymyśliłam sobie, że w ramach przysłowiowego wicia gniazda chcę nagrać piosenki o oczekiwaniu na narodzenie i o narodzinach dziecka. Kiedy nasza córeczka przyszła na świat, chciałam sprawdzić, jakie są reakcje ludzi na te piosenki. Weszłam do Internetu i przeczytałam komentarze: że ja i moje dzieci nie mamy prawa żyć, że życzą nam śmierci, okaleczenia, zamknięcia w jakimś lochu, porównują nas do zwierząt… Było też dużo opinii pozytywnych, ale był też hejt. A hejt jest przemocą. Siedziałam sobie w szpitalu z tą malutką, świeżo urodzoną Tosieńką i myślałam sobie: Co ja takiego złego zrobiłam? Co my zrobiliśmy? Nagraliśmy tylko dwie piosenki. Chciałam wejść i przeczytać opinie o nich, a trafiłam na hejt. Gdybym to wiedziała, to w ogóle bym tam nie wchodziła, bo było mi z tego powodu bardzo przykro
- mówi. I dodaje, że gdy "znajdujemy się w miejscu publicznym, ludzie zaczynają nas liczyć i robić nam zdjęcia".
Mnie osobiście to bawi, chociaż odkąd wprowadzono 500 plus, wiele osób patrzy na nas wrogo i to jest przykre
- stwierdziła.
Najstarsze z dzieci Brodów to 19-letni Jaś, najmłodsze: dwumiesięczna Tosia. Są jeszcze Maciej (17 l.), Tomasz (15 l.), Mikołaj (13 l.), Jeremi (11 l.), Iwo (10 l.), Maria (9 l.), Roch (7 l.), Józef (5 l.) i Piotr (1 r.).