Tłuste koty Tuska, Hołowni, PSL i Lewicy » czytaj więcej w Gazecie Polskiej! Więcej »

Ukryte symbole z przeszłości, surrealistyczne spojrzenie na świętość. Wystawa „Sceny Zwiastowania” [FOTO]

Obraz na co dzień wystawiony w kaplicy Pałacu Prezydenckiego, rzadko wystawiane szesnastowieczne drzeworyty mistrza Albrechta Dürera, ekspresyjne szkice migracyjnego malarza oraz surrealistyczny obraz autorstwa czołowego twórcy malarstwa sakralnego z Norwegii. Wszystkie te prace połączyła nowa wystawa pt. „Ecce Ancilla Domini. Sceny Zwiastowania” w Muzeum Archidiecezji Warszawskiej. – Zbiory naszego muzeum oraz dzieła przedstawione na wystawie pochodzą z darów – zaznacza w rozmowie z portalem Niezalezna.pl kurator wystawy dr Ewa Korpysz, która odkrywa symboliczne znaczenia przedstawionych prac.

Wystawa pt. „Ecce Ancilla Domini. Sceny Zwiastowania” w Muzeum Archidiecezji Warszawskiej
Olga Alehno - Niezalezna.pl

Jak piszą Państwo we wprowadzeniu do wystawy, w ikonografii maryjnej temat Zwiastowania zajmuje miejsce szczególne. „Obok Niepokalanego Poczęcia, Bożego Narodzenia i Zaśnięcia oraz Koronacji Marii, była to scena najczęściej przedstawiana. Zwiastowanie pojawiało się w rzeźbiarskich, malarskich i graficznych cyklach narracyjnych Żywota Marii, oraz jako przedstawienie samodzielne - obraz lub wolnostojąca grupa figuralna. Dla rozpowszechnienia się wątków maryjnych w sztuce przełomowym momentem był sobór w Efezie (431 r.), na którym ogłoszono dogmat o Marii jako Matce Boga (Theotokos)”. Od czego zaczyna się Państwa opowieść? Które z przedstawionych na wystawie prac możemy uznać za centralne?

Jako centralną część wystawy określiłabym dwa obrazy – pochodzące z początku XX w. „Zwiastowanie Najświętszej Maryi Pannie”, autorką którego jest Stefania Daniel-Kossowka, oraz powstały w 1908 r. obraz Kazimierza Alchimowicza „Zwiastowanie Maryi”. Daniel-Kossowska jest mniej znana w Polsce. W swojej twórczość tworzyła ona portrety kobiece, pejzaże - malowane lekką kreską. Z kolei jej obraz, przedstawiony na naszej wystawie, jest wykonany w stylizacji secesyjnej. Postaci mają ubrania i uczesanie świeckiej postaci z epoki. Autor drugiego obrazu również posłużył się stylizacją uaktualniającą Madonnę, która przestawiona została jako modląca się wiejska dziewczyna.

Obie prace są bardzo dobrze zachowane. Ta druga jest dla naszego muzeum szczególnie istotna. Otrzymaliśmy ją w 1992 r. od malarza Stefana Gierowskiego. I dwa lata później zwróciła się do nas Kancelaria Prezydenta RP z prośbą o udostępnienie jakiegoś przedmiotu z naszej kolekcji dla uświetnienia tworzonej w Pałacu Prezydenckim kaplicy. Odpowiedzieliśmy – przekazując ten obraz. Od tamtej pory zdobi on wnętra kaplicy. Nie znajduje się w ołtarzu głównym, ale jest bardzo eksponowany. Teraz poprosiliśmy o zabranie go na potrzeby wystaw.

„Zwiastowanie Maryiu”, Kazimierz Alchmowicz (po lewej) oraz „Zwiastowanie Najświętszej Maryi Pannie”, StefaniaOlga Alehno / Niezalezna.pl

Na wystawie jednak znajdziemy również prace mające już ponad 500 lat. Są one wręcz owiane tajemnicami.

Ze sztuki dawnej chciałabym zachęcić do obejrzenia oryginalnego drzeworytu Albrechta Dürera. Jesteśmy w posiadaniu trzech zespołów rycin mistrza z trzech jego cykli graficznych. To jest – „Apokalipsa”, „Żywot Marii” i „Wielka pasja drzeworytnicza”. Te drzeworyty w całym cyklu powstawały od roku 1498 do roku 1511. W tym 1511 r. wszystkie pracy z cyków zostały zebrane w przedstawioną na wystawę księgę, która ma także oprawę z pierwszej ćwierci XVI w. Jest to oprawa ze skóry z ekslibrysem Piotra Wedeliciusza – medyka królowej Bony, rektora Akademii Krakowskiej, rajcy miejskiego. Nie wiadomo dokładnie jakim sposobem ta księga trafiła do Warszawy, skoro była w Krakowie. Nie wiadomo też – jak trafiła do Wedeliciusza. Może to był to prezent.

„Żywot Marii” obejmuje dwadzieścia rycin, jednym z których jest właśnie „Zwiastowanie”. Przy czym ono jest pełne symboli. Po pierwszy artysta, metodą nowożytną przenosi sceny Zwiastowania do mieszczańskiego wnętrza. Maria jest pod baldachimem swojego łoża, ubrana w strój współczesny Dürerowi. Anioł jest nieziemską istotą, ale jego szaty też właściwie wskazują na to, że jest postacią z otoczenia artysty. Wnętrza są wyposażone w akcesoria mieszczańskie. Jest dzban, jest wazon z lilią, Maria czyta księgę. Nawet są próby dotarcia do tego, jaka to była księga. Wszystkie wymienione przedmioty wydają się być naturalne dla renesansu i mają ukrytą symbolikę – wazon z liliami jest symbolem czystości Marii, księga świadczy o duchowości Marii. Na górze w tondzie znajduje się Judyta z odciętą głową Holofernesa. To jest przedstawienie, które ma świadczyć o przezwyciężeniu zła. Zaś poniżej Maria, jako ta nowa Ewa depcze grzech pierworodny, wydając odkupiciela. Więc to taka daleka symbolika. Również półkulista romańska arkada wnętrza, w którym rozgrywa się scena, nawiązuje do Starego Testamentu, który jest przezwyciężony przez nowe rzeczy, które zacinają się tu dziać. Po lewej stronie jest świecznik z jedną świecą, która rozbłyskuje. Jest to światłość Nowego Testamentu. Pod schodami zaś siedzi zwierzę przykute łańcuchem. To jest borsuk, który symbolizuje szatana, i który został skuty.
Księga jest opatrzona komentarzami, wykonanymi przez zakonnika Benedykta Szwalbe po łacinie. Bardzo rzadko eksponujemy tę księgę z uwagi na to, że ona jest wrażliwa. Ale teraz jest okazja, by ją zobaczyć.

„Zwiastowanie Maryi z cyklu Żywot Marii”, Albrecht DürerOlga Alehno / Niezalezna.pl

Wracając do czasów bardziej nam współczesnych. Ważną część wystawy stanowią rysunki Adama Kossowskiego.

To artysta migracyjny, zmarły w 1986 r., który miał burzliwe życie. Rozpoczął studia tuż przed wojną, ale w czasie wojny, we wrześniu, został złapany przez NKWD przy przekroczeniu granicy rumuńskiej. Osadzony najpierw w Skolem na Ukrainie i w Charkowie, ostatecznie znalazł się w łagrze nad Pieczorą. I właśnie wówczas przeszedł przemianę duchową z osoby niegłęboko wierzącej. Postanowił, że jeżeli wyjdzie z łagru i ocali życie, to poświęci całą sztukę Bogu. I faktycznie na mocy traktatu Sikorski-Majski udało mu się wyjść na wolność w 1942 r. Artysta dołączył do armii Andersa, przebył część szlaku. Ale pobyt w łagrze wywołał poważne schorzenia, więc on został transportowany do Londynu, skąd już nie wrócił do Polski. 

Natomiast w Wielkiej Brytanii Kossowski zaczął tworzyć sztukę religijną. Jego czołowym dziełem jest kompleksowy wystrój opactwa karmelickiego w Aylesford w południowej Anglii – kościół, kaplice, drogi krzyżowe, drogi różańcowe. On wykonywał ceramikę, mozaiki, polichromię z grafitu. Do tego powstało dużo szkiców, prób, małych modeli ceramicznych. Po jego śmierci, wdowa artysty Stefania przywiozła ruchomy spadek po nim do Polski i przekazała do naszego muzeum. Więc mamy ogromny zbiór, który czeka na opracowanie. Z tego zbioru udało się nam wyłuskać rysunki, które przedstawiliśmy na wystawie. Kossowski był świetny w kolorach, malował te szkice w stylu prymitywnym. Wielokrotnie powielał w nich temat Zwiastowania. Więc na jednej z prac widzimy, że anioł nadlatuje, zaś Maria się przestrasza. Na następnym – Maria przyjmuje wieści z pokorą i t.d. To wszystko szkice do drogi krzyżowej w Aylesford.

Rysunki Adama KossowskiegoOlga Alehno / Niezalezna.pl

Jednak po lewej od tych rysunków w stylu prymitywnym widzimy coś zupełnie surrealistycznego.

Rysunki Kossowskiego zestawiliśmy z niecodziennym, wręcz drapieżnym obrazem z 2005 r. Jego autorem jest czołowy twórca malarstwa sakralnego, Norweg Håkon Gullvåg. Urodzony w 1959 r., zdobył sławę już w wieku dwudziestu parę lat. Malował norweską rodzinę królewską, oraz inne wybitne osobistości. W 2003 r. biskup katedry w Trondheim, najbardziej na północ położonej gotyckiej katedry, zadecydował o zlecenie mu cyklu biblijnego dla tej świątyni. Artysta namalował wielkoformatowe obrazy – z cytatami Pisma Świętego. Bardzo surrealistyczne. Fantastyczne w kolorach, ale nie takie oczywiste. Prace zostały zakończone w 2005 r., ale cieszyły się taką popularnością, że jako wystawę pokazywano ich w różnych krajach świata, w tym w Polsce w 2015 r. 

To były wielkoformatowe płótna. Ale ponieważ wielkie gabaryty nie zawsze udawało się pokazać, artysta robił też wersje mniejsze. My mamy ten obraz w formacie mniejszym i jest to właśnie Zwiastowanie. Widzimy drapieżnego anioła, który jest „stworem”, bliżej nieokreśloną „poczwarą”. I Marię, która jest tylko przecinkiem. Artysta ma taką wizję, która każe myśleć. To się oczywiście może podobać, lub nie. My jesteśmy przyzwyczajeni do tradycyjnego odbioru. Raczej trudno się do takiego obrazu się modlić. Ale trzeba pamiętać, że Gullvåg jest protestantem i chodzi do kościoła protestanckiego. Przedstawiony na obecnej wystawie obraz otrzymaliśmy od niego osobiście, bo jesteśmy zaprzyjaźnieni.

„Zwiastowanie Najświętszej Maryi Pannie”, Håkon Gullvåg (po lewej) oraz rysunki Adama Kossowskiego (po prawej)Olga Alehno / Niezalezna.pl

Ale to wszystko tylko część wystawy…

Jeszcze chcę zwrócić uwagę na bardzo nietypową postać – mianowicie księdza Jerzego Wolffa. Był on kapłanem, malarzem, posługiwał w Laskach. To była szczególna forma działania z niewidomymi, więc dla tego trzeba być naprawdę charyzmatyczną osobą. Był też wielkim teoretykiem sztuki. Malował w sposób bardzo dziwny. 

Obie jego prace, przedstawione na wystawie, ukazują Zwiastowanie. Na jednym Maria stoi w areoli, praca z 1978 r., otoczona bajkowymi aniołkami. Jedną rękę trzyma na sercu, a drugą wyraża zdziwienie. Nad nią jest korona. Właśnie nad nią a nie na jej głowie. Zaś w tle Marii - krajobraz włoski. Taka też trochę surrealistyczna forma. A z kolei druga praca – z 1984 r. – nawiązuje do barokowych kompozycji, gdzie jest pokazana sama Maria. Patrzy się na wprost, ale nie na nas, gdzieś ponad nami spogląda. Przyjmując polecenie Boskie, mówi – „Ecce Ancilla Domini. Fiat mihi secundum verbum tuum” [łac. Oto ja, służebnica Pańska. Niech mi się stanie według słowa Twego]. Więc przyjmuje z pokorą. W głębi za nią jest pokazany Chrystus zmartwychwstały, w chwale, który niesie światło. Więc to też można odczytywać w sposób surrealny.

„Zwiastowanie”, Jerzy WolffOlga Alehno / Niezalezna.pl

Wystawa zawiera łącznie około 50 przedmiotów sztuki. Skąd one pochodzą?

To wszystko są dary. Całe Muzeum Archidiecezji Warszawskiej zostało ogołocone w czasie drugiej wojny światowej. Niemcy wywieźli dokładnie wszystko. Nie został żaden obraz. Z przedwojennych zbiorów drogą poszukiwań udało się odnaleźć zaledwie trzy rzeźby. Zniknęły wszystkie szaty liturgiczne, w tym ornaty z haftowanymi kolumnami, gdzie były sceny figuralne. Cała więc kolekcja muzealna, którą mamy na wystawach i w magazynie, była budowana po wojnie. Choć wówczas w Warszawie nie było możliwości otwarcia muzeum kościelnego, ponieważ władze nie zgadzały się na to. Tylko upór kardynała Wyszyńskiego doprowadził do tego, że w 1980 r. utworzono placówkę dzięki prywatnym darom. Nadal poszerzamy naszą kolekcję. Kardynałowi udało się uzyskać pomieszczenia w bardzo złym stanie – klasztoru na Solcu, gdzie nasza placówka znajdowała się do 2015 r. Dziś mieścimy się na warszawskiej Starówce przy ulicy Dziekania 1.

Notka:
Wystawa w MAW koresponduje z innym wydarzeniem artystycznym - z prezentacją 20 obrazów Zwiastowania namalowanych na przestrzeni ostatniego roku w ramach projektu „Namalować katolicyzm od nowa”. Jest to wydarzenie zainicjowane przez środowisko „Teologii Politycznej”. Obie wystawy się uzupełniają, dając widzowi wyjątkową okazję do konfrontacji postaw artysty i pozwalając spojrzeć na temat wcielenia w szerokiej, ponadczasowej perspektywie.

 



Źródło: Niezalezna.pl

 

prenumerata.swsmedia.pl

Telewizja Republika

sklep.gazetapolska.pl

Wspieraj Fundację Niezależne Media

Chcesz skomentować tekst? Udostępnij treść i skomentuj w mediach społecznościowych.
Moduł komentarzy jest w trakcie przebudowy.
Olga Alehno
Wczytuję ocenę...
Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo