Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Lifestyle

Babcia robiła to za grosze. Dziś za podobne składniki słono płacimy w aptekach

Syrop z cebuli, sok malinowy i przetwory z czarnego bzu przez dziesięciolecia były stałym elementem polskiej domowej spiżarni, szczególnie gdy przychodziła jesień, a wraz z nią sezon przeziębień. Dziś podobne składniki znajdziemy na półkach aptek i sklepów ze zdrową żywnością, tyle że zamknięte w eleganckich butelkach, wzbogacone o kolejne ekstrakty i sprzedawane jako gotowe preparaty. To, co nasze babcie przygotowywały z produktów znajdujących się w kuchni albo ogrodzie, stało się częścią dużego rynku produktów na sezon jesienno-zimowy.

Autor:

Zaczynało się od cebuli zasypanej cukrem

Nie było efektownego pudełka, kolorowej etykiety ani reklamy przekonującej, że właśnie odkryliśmy niezwykły naturalny składnik. Był słoik, pokrojona cebula oraz cukier albo miód, a po kilku godzinach na dnie pojawiał się charakterystyczny słodki płyn, który w wielu polskich domach podawano dzieciom i dorosłym.

Syrop z cebuli stał się jednym z symboli domowych sposobów stosowanych podczas przeziębienia, chociaż trzeba od razu zaznaczyć, że tradycja jego używania nie jest tym samym co potwierdzona skuteczność produktu leczniczego. Domowa receptura nie powinna zastępować diagnostyki ani leczenia, szczególnie kiedy objawy są silne, długo się utrzymują albo dotyczą małego dziecka.

Ciekawsze jest jednak to, że sama filozofia takich receptur wróciła po latach w zupełnie nowej formie. Konsument, który kiedyś otwierał kuchenną szafkę, dzisiaj może pójść do apteki i znaleźć całą kategorię syropów, suplementów oraz preparatów bazujących na składnikach doskonale znanych poprzednim pokoleniom.

Czarny bez znały nasze babcie. Zajmuje się nim również europejska agencja

Jeszcze ciekawszym przykładem jest bez czarny, którego kwiaty i owoce od pokoleń wykorzystywano do przygotowywania domowych przetworów. W tym przypadku nie mamy już wyłącznie rodzinnej tradycji przekazywanej z pokolenia na pokolenie, ponieważ roślina trafiła również do oficjalnych europejskich opracowań dotyczących produktów zielarskich.

Europejska Agencja Leków posiada monografię kwiatu bzu czarnego, czyli Sambucus nigra L., flos. EMA wskazuje jego tradycyjne zastosowanie w łagodzeniu wczesnych objawów przeziębienia, podkreślając jednocześnie, że chodzi o zastosowanie oparte na długoletniej tradycji.

To ważne rozróżnienie, ponieważ w internecie czarnemu bzowi przypisuje się niekiedy niemal cudowne możliwości. Oficjalna ocena jest znacznie bardziej powściągliwa, ale właśnie dzięki temu ciekawsza: okazuje się, że roślina od dawna obecna w naszej części Europy nadal ma swoje miejsce we współczesnym zielarstwie.

Sok malinowy też wrócił, chociaż trzeba czytać etykiety

Trzecim klasykiem polskiej spiżarni jest sok malinowy, który dla wielu osób do dziś oznacza kubek gorącej herbaty przygotowany podczas chłodnego jesiennego wieczoru. Tutaj szczególnie łatwo jednak wpaść w pułapkę stworzoną przez opakowanie, ponieważ produkt wyglądający na tradycyjny sok malinowy nie musi być tym samym, co przetwór przygotowany z dużej ilości malin.

Dlatego zamiast kierować się rysunkiem owoców na froncie butelki, warto spojrzeć na wykaz składników i sprawdzić, co rzeczywiście znajduje się w środku. Hasła odwołujące się do tradycji, natury czy „babcinnej receptury” są elementem marketingu, natomiast skład produktu znajduje się na etykiecie.

I właśnie w tym miejscu historia zatacza koło, ponieważ współczesny klient często płaci nie tylko za surowiec, lecz również za wygodę, standaryzację, opakowanie, dystrybucję i markę.

 

Autor:

Źródło: niezalezna.pl

AKTUALNE PETYCJE

NAJNOWSZE Lifestyle