Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Kultura i Historia

Wieczna chwała Żołnierzom Niezłomnym! Łysiak o Wyklętych: Śmierć z medalikiem w ustach

Pomysł ustanowienia Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych w dniu 1 marca wyszedł w 2010 roku od ówczesnego prezesa IPN Janusza Kurtyki, zaś projekt ustawy do Sejmu skierował prezydent Lech Kaczyński. Obaj nie doczekali jej uchwalenia (domknął to w 2011 roku prezydent Komorowski) – zginęli pod Smoleńskiem, ugodzeni złem, które po raz kolejny wypływało ze wschodu, z Moskwy. Na samym bowiem końcu łańcuszka przyczynowo-skutkowego w historii Żołnierzy Wyklętych zawsze i nieodmiennie dochodzimy do źródła zła – do Związku Sowieckiego. Ludźmi Moskwy, a nie polskimi „patriotami” (do czego ciągle próbuje nas przekonać lewica), byli siepacze reżimu, który mordował antykomunistycznych bohaterów.

Zrzeszenie Wolność i Niezawisłość zostało utworzone 2 września 1945 roku – Polska nie była wolna, po zdradzie jałtańskiej (i wcześniej teherańskiej) aliantów została rzucona w łapy Stalina. Trzeba było walczyć dalej, nie składać broni, szczególnie że stało się jasne, że ludzie ze struktur AK są (od 1944 roku) wyłapywani i niszczeni zarówno przez Sowietów, jak i funkcjonariuszy służb powstającej Polski Ludowej. Trzon Zrzeszenia tworzyli żołnierze z rozwiązanej Delegatury Sił Zbrojnych na Kraj. WiN kontestowała układ pojałtański i domagała się opuszczenia kraju przez wojska sowieckie, a także przywrócenia dawnych granic. To stało się oczywistym przyczynkiem do tego, że członków WiN poszukiwano ze szczególną zajadłością, a także karano ich najsurowiej, jak się dało. Jednocześnie poddawano organizację bardzo silnej infiltracji, a wręcz de facto przejmowano nad nią kontrolę przez przewerbowanych oficerów WiN i AK. Likwidacja IV Zarządu WiN to dramat, w którym śmierć poniosło siedmiu polskich patriotów. Kim byli? 

Sny powstaną z mogił

Łukasz Ciepliński „Pług” to chyba najbardziej znana postać z całego Zarządu – symbol walki z reżimem komunistycznym. W celi śmierci napisał gryps do najbliższej rodziny, w którym stawiał dramatyczne pytanie: „Pytam – czy ofiary nasze nie pójdą na marne, czy niespełnione sny powstaną z mogił…? Wierzę – nie pójdą, sny wstaną, syn zastąpi ojca, Ojczyzna niepodległość odzyska”. W słowach tych zawarta była jednak nadzieja, że te wszystkie poświęcenia i cierpienia, jakich doznawał i on, i inni Żołnierze Wyklęci, kiedyś, w jakiejś dalekiej przyszłości przyniosą owoce, a Polska odzyska niepodległość. Stało się to dekady później. Cieplińskiego i jego podkomendnych polski sąd zrehabilitował dopiero w roku 1992… 

Łukasz Ciepliński urodził się w 1913 roku w rodzinie kupieckiej (ojciec prowadził sklep kolonialny). Po szkole powszechnej wstąpił do Korpusu Kadetów w Rawiczu, a następnie w latach 1934–1936 był słuchaczem Szkoły Podchorążych Piechoty. W kampanii wrześniowej bił się w szeregach 62. pułku piechoty. Ale nie poszedł po kapitulacji do niewoli – zaczął w szpitalu symulować chorobę i wyrobił sobie fikcyjne papiery. W ZWZ w Rzeszowie zorganizował struktury i został szefem rzeszowskiego inspektoratu ZWZ. Zajmował się wywiadem i dywersją. Po wkroczeniu Armii Czerwonej na tereny Podkarpacia znalazł się, wraz z całym dowództwem na celowniku NKWD i Smiersz. A mimo to odważnie działał. 8 października przeprowadził akcję, której celem było rozbicie więzienia na rzeszowskim zamku i uwolnienie przetrzymywanych tam żołnierzy AK. I choć akcja się nie udała – Ciepliński „Pług” nie ustawał. Przeniósł się do Krakowa, a potem wraz z nowo poślubioną żoną do Zabrza. Gdy powstało WiN, także się nie wahał i wstąpił do organizacji, zostając jej krakowskim prezesem. W styczniu 1947 roku III Zarząd WiN przestał istnieć, a jego prezes ppłk. Wincenty Kwieciński został aresztowany. 10 stycznia 1947 roku podjęto jednak decyzję o kontynuowaniu walki, a szefowanie IV Zarządowi powierzono właśnie Cieplińskiemu.  

Bogu dziękuję za moją ojczyznę

Próbował „Pług” wszystko znowu posklejać, ale czasy stawały się coraz gorsze, a perspektywy coraz mniejsze. Sfałszowane wybory, likwidacja jedynej, a będącej i tak „kwiatkiem do kożucha” opozycji Mikołajczyka – to wszystko wskazywało, że Polska na długo pozostanie w strefie komunistycznego mroku. Zarząd był rozpracowywany przez UB, które w końcu przystąpiło do aresztowań. Ciepliński wpadł 28 listopada 1947 roku. W śledztwie pokazano mu, że UB posiada głęboką wiedzę o tym, kto działa w WiN – w związku z tym „Pług” postanowił z ubecją zawrzeć umowę: w zamian za gwarancje bezpieczeństwa i uwolnienie już aresztowanych działaczy ujawnić strukturę. Rzecz jasna, to była pułapka. Wyłapano wszystkich. Ostatni wpadł Kawalec – 1 lutego 1948 roku. Cieplińskiego przetrzymywano w czasie śledztwa i procesu w więzieniu mokotowskim. Pisał do żony w grypsie zrobionym z chusteczki: „Kochana Wisiu! Jeszcze żyję, chociaż są to prawdopodobnie już ostatnie dla mnie dni. Siedzę z oficerem gestapo. Oni otrzymują listy, a ja nie. A tak bardzo chciałbym otrzymać chociaż parę słów Twoją ręką napisanych (...). Ten ból składam u stóp Boga i Polski (...). Bogu dziękuję za to, że mogę umierać za Jego wiarę świętą, za moją Ojczyznę i za to, że dał mi taką żonę i wielkie szczęście rodzinne”. W trakcie rozprawy w 1950 roku powiedział: „W czasie śledztwa leżałem skatowany w kałuży własnej krwi. Mój stan psychiczny był w tych warunkach taki, że nie mogłem sobie zdawać sprawy z tego, co pisał oficer śledczy”. Stojąc twarzą w twarz ze stalinowskim „wymiarem sprawiedliwości”, mówił:

„Staję przed zarzutem zdrady narodu polskiego, a przecież już w młodości życie moje Polsce ofiarowałem i dla niej chciałem pracować. Dla mnie sprawa polska była największą świętością”…

14 października 1950 roku Łukasz Ciepliński „Pług” został skazany na pięciokrotną karę śmierci. Wraz z nim na karę śmierci skazano także: Józefa Batorego, Franciszka Błażeja, Karola Chmiela, Mieczysława Kawalca, Adama Lazarowicza, Józefa Rzepkę…

Trzy lata brutalnego śledztwa

Józef Batory urodził się w 1914 roku w Weryniach koło Kolbuszowej. Był przed wojną kapitanem Wojska Polskiego, potem żołnierzem ZWZ-AK, a wreszcie od 1946 roku szefem łączności zewnętrznej IV Zarządu Głównego Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość. Używał dokumentów tożsamości i legitymacji członkowskiej PPS na nazwiska „Jan Dul” i „Józef Borzęcki”. Od jesieni 1945 roku, jako przedstawiciel WiN, był w stałej łączności z prymasem Augustem Hlondem. Został aresztowany 2 grudnia 1947 roku i poddany trwającemu trzy lata brutalnemu śledztwu, prowadzonemu pod bezpośrednim nadzorem NKWD. 

Franciszek Błażej pochodził z rodziny chłopskiej – urodził się w 1907 roku w Nosówce. Mieszkał w Krakowie, a wojskowe wykształcenie zdobył w Szkole Podchorążych Piechoty w Komorowie. Został mianowany podporucznikiem przez prezydenta Ignacego Mościckiego w 1932 roku. W marcu 1939 roku, już w stopniu porucznika, dowodził 4 Kompanią Strzelecką w 84 Pułku Piechoty, a po wybuchu wojny 1 Kompanią ckm. Od 1939 roku działał w konspiracji, a w nocy z 7 na 8 października 1944 roku brał udział, wraz z Łukaszem Cieplińskim, w akcji odbijania żołnierzy AK z Zamku Lubomirskich w Rzeszowie. W strukturach Zrzeszenia WiN działał od 1945 roku jako szef działu propagandy Obszaru Południowego WiN. Od grudnia 1946 roku został dowódcą tego obszaru i był nim aż do chwili aresztowania. W ręce bezpieki wpadł 2 września – czekała go ta sama trzyletnia droga przez mękę, jaką przebyli pozostali członkowie IV Zarządu WiN – tortury i bestialskie traktowanie w śledztwie. 

Czy widzisz te mury czerwone…

Porucznik Karol Chmiel pochodził z Zagorzyc, gdzie urodził się w 1911 roku. Gimnazjum kończył w Dębicy, a dyplom magistra prawa zdobył na UJ w Krakowie. Ożenił się z Ireną, córką znanego malarza Włodzimierza Suchodolskiego, i z nią, już jako kapral podchorąży po krakowskim Kursie Podchorążych Rezerwy Piechoty 6 Dywizji Piechoty, zamieszkał w Wojsławiu pod Mielcem. W czasie mobilizacji na koniec sierpnia 1939 roku został powołany w stopniu plutonowego podchorążego do 6 Dywizji i to z nią przeszedł trudny wrześniowy szlak bojowy. Na szczęście nie wpadł w ręce Niemców po zakończeniu walk i udało mu się przedostać do rodziny, do Zagorzyc. Do ZWZ wstąpił w styczniu 1940 roku i pozostał przez cała lata w konspiracji, walcząc w Batalionach Chłopskich, a potem w AK. Został ciężko ranny w trakcie akcji „Burza”. W WiN prowadził działalność praktycznie od początku, od września 1945 roku. Ubecy złapali go 12 grudnia 1947 roku, wsadzili do mokotowskiego więzienia i tam poddali okrutnemu śledztwu połączonemu z torturami. Bił go okryty potem ponurą sławą Józef Różański. Zabito go, jak innych, 1 marca rano w więzieniu mokotowskim. Nie poszedł na rzeź bez walki – szarpał się i wyrywał strażnikom. Co po nim zostało? Pieśń na melodię „Czerwonych maków” – „Czy widzisz te mury czerwone, to grozy i kaźni jest dom…”. 

Mieczysław Kawalec też ukończył prawo, tyle że na Uniwersytecie we Lwowie. Od roku 1940 służył w stopniu porucznika w ZWZ-AK. Pracował w kontrwywiadzie i brał udział w akcjach dywersyjnych wymierzonych w nowego okupanta, organizował działanie oddziałów likwidujących konfidentów i zbrodniarzy z organów bezpieczeństwa. W WiN był kierownikiem Wydziału Wywiadu Okręgu Rzeszowskiego, a w 1947 roku stanął na czele Wydziału Informacji i Propagandy IV Zarządu Głównego WiN. Aresztowano go 1 lutego 1948 roku w Poroninie wskutek zdrady Stefana „Sieńki” Wiktora. 

W więzieniu mokotowskim rankiem 1 marca zabito także majora Adama Lazarowicza pseudonim Grot, żołnierza pochodzącego z Berezowicy, który jako młody chłopak uczył się w szkole w Zbarażu, a w czasie wojny, w ramach ZWZ, powołał do życia wiele placówek ZWZ w Inspektoracie Rzeszów. W czasie akcji „Burza” dowodził 5 Pułkiem Strzelców Konnych AK. Został aresztowany w Żninie w grudniu 1947 roku… I znów to samo… Trzy lata okrutnego śledztwa…

Wreszcie Józef Rzepka, kapitan Wojska Polskiego, partyzant z okolic Rzeszowa, który siatkę konspiracyjną w rodzinnych Bartkowicach zaczął organizować już w październiku 1939 roku. Walczył bohatersko z Niemcami pod pseudonimem Znicz. Organizował od roku 1945 siatki wywiadu, działał w WiN. On także został zamordowany 1 marca 1951 roku na Rakowieckiej. 

Łukasz Ciepliński podobno przed śmiercią włożył do ust święty medalik. Współtowarzyszom z celi powiedział, że to ułatwi potem odnalezienie jego ciała. Niestety, pomimo wielu wysiłków Łukasza Cieplińskiego nadal nie znaleziono. Ale 1 marca mówimy Jemu i innym Żołnierzom Wyklętym: Cześć Waszej Pamięci!

Źródło: Gazeta Polska

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane