Na Podhalu hasła niepodległościowe spotkały się z żywym odzewem. Do wystąpienia zachęcali działacze niepodległościowi i byli powstańcy, w tym przebywający na Podhalu poeta Seweryn Goszczyński. Bezpośrednimi organizatorami zrywu byli nauczyciel i organista z Chochołowa Jan Kanty Andrusikiewicz oraz wikary ks. Józef Leopold Kmietowicz, wspierani przez lokalnych duchownych. W nocy z 21 na 22 lutego 1846 r. kilkunastoosobowa grupa górali uzbrojonych m.in. w strażackie piki wyruszyła na posterunki straży granicznej i skarbowej. W Suchej Górze powstańcy rozbroili komorę celną, zdobyli broń i pieniądze oraz zniszczyli cesarskie orły. Następnego dnia podczas kazania ks. Kmietowicz wezwał wiernych do przyłączenia się do walki – do zrywu dołączyło ok. 500 chłopów z Chochołowa, Witowa, Dzianisza, Cichego i okolic.
Nocą z 22 na 23 lutego na powstańców ruszył oddział straży granicznej pod dowództwem Romualda Fiutowskiego, wsparty przez około 150 chłopów z sąsiedniego Czarnego Dunajca. Zaborcy celowo wprowadzili ich w błąd informacją, że to chochołowianie zamierzają ich zaatakować. Już 23 lutego do wsi dotarły kolejne siły austriackie. Tym razem górale musieli się poddać.
Aresztowano blisko 150 uczestników zrywu. Część z nich przetrzymywano w Nowym Targu i Nowym Sączu, następnie we Lwowie. Ks. Kmietowicza skazano na karę śmierci, zamienioną później na 20 lat więzienia. Andrusikiewicz usłyszał wyrok 20 lat pozbawienia wolności. Ostatecznie większość powstańców objęła amnestia w 1848 r., w okresie Wiosny Ludów.
W sobotę przed kościołem w Chochołów można było podziwiać rekonstrukcję wydarzeń sprzed 180 lat. W role powstańców wcielili się mieszkańcy Chochołowa, natomiast w rolę armii zaborczej – grupa rekonstrukcyjna z Nysy.
180 lat mija od powstania, które nasi dziadkowie nazywali Poruseństwem Chochołowskim. Bez wsparcia, bez pomocy ci ludzie, prości chłopi, stawili czoła zaborcom. Choć nie mieli ani finansów, ani broni – uzbrojeni w to, co mieli, najczęściej w sprzęt gospodarski albo strzelby myśliwskie, ruszyli na posterunki austriackie. Wyswobodzili swoją wieś, ale powstanie ogólnonarodowe zostało odwołane – oni o tym nie wiedzieli, lecz duch walki był obecny. Tę waleczność naszych przodków i pamięć o nich musimy przekazywać następnym pokoleniom.
– powiedział Andrzej Stanek, który podczas rekonstrukcji bitwy wcielił się w rolę swojego przodka, powstańca Wojciecha Kojsa.
Powstanie Chochołowskie, uznawane za epizod powstania krakowskiego, przeszło do historii jako jeden z nielicznych chłopskich zrywów niepodległościowych w Galicji.