- Niemcy wypierają pamięć o nazistowskich obozach w Polsce - twierdzi prof. Dieter Schenk. Jego zdaniem, autorom określenia "polskie obozy koncentracyjne" rzadko można zarzucić niedbałość, częściej jest to świadoma manipulacja. Schenk dodał, że w indywidualnej pamięci duma i wstyd pełnią rolę cenzora: uporządkowują przeszłość według własnych potrzeb - podaje Informacyjna Agencja Radiowa.
Niemiecki profesor, który doprowadził do rehabilitacji obrońców Poczty Gdańskiej dowodząc, że ich stracenie to morderstwo sądowe, zachęcał do bezwzględnego zmuszania autorów określenia o "polskich obozach" aby zamieszczali sprostowania w mediach. Sugerował też kontrolę światowej sieci internetowej za pomocą "Google-alert" dla wyszukiwania sformułowań obrażających Polskę i Polaków. Podkreślił, że z polskiej perspektywy używanie zwrotu "polskie obozy koncentracyjne", czy "polskie obozy śmierci" - jest nie do zniesienia.
Martin Mendelsohn amerykański prawnik mający doświadczenie w dochodzeniu odszkodowań dla ofiar ludobójstwa powiedział, że należy skarżyć do sądów autorów określeń "polskie obozy koncentracyjne". - Najlepiej robić to w sądach brytyjskich – radził Mendelsohn - bowiem w sądach amerykańskich byłoby trudno w tych przypadkach dochodzić sprawiedliwości. (...) Trzeba by udowodnić złośliwy zamiar autora wypowiedzi. Jednak - jak podkreśla prawnik - większość publikacji amerykańskich jest sprzedawana również w Londynie, a tam prawo stawia inny wymóg. W przekonaniu Martina Mendelsohna, proces przed sądem w Londynie przyciągnąłby z pewnością uwagę nie tylko tamtejszych mediów.
Polskie ministerstwo spraw zagranicznych interweniował ponad 100 razy, głównie w Niemczech i USA. Przeważnie z dobrym skutkiem.