Mieszcząca się w centrum Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii i sąsiadująca z sześcioma innymi miastami ok. 130-tysięczna Ruda Śląska jest jednym z dwóch miast woj. śląskiego – obok Rybnika – objętych strefą czerwoną. Tą samą strefą objęte są w regionie powiaty pszczyński, rybnicki, wodzisławski, a strefą żółtą: Jastrzębie-Zdrój, Żory i powiat cieszyński.
Jak wynika z obserwacji, w sobotę przed południem w centralnej dzielnicy Rudy Śląskiej, Nowym Bytomiu, gdzie znajduje się m.in. miejski rynek, zdecydowana większość przechodniów miała prawidłowo założone maseczki. Nieliczni mieli je np. zsunięte na brody; tylko pojedynczy, przeważnie młodzi ludzi i starsze osoby, nie korzystali z nich.
- Gdybym miała jeszcze maseczkę, to z tymi siatami w tym upale udusiłabym się
- powiedziała, pytana o brak maseczki, wracająca z zakupów starsza kobieta. - Dajcie spokój z tymi maskami, w Rudzie trzeba je mieć, a obok w Świętochłowicach, nie? To tu są sami chorzy, a tam już nie? - odpowiedział jeden z dwóch młodych mężczyzn, nawiązując do zagęszczenia okolicznych miast.
W rozmowie z prezydent Rudy Śląskiej Grażyna Dziedzic oceniła, że rudzianie od początku epidemii stosują się do wytycznych sanitarnych.
- Mieszkańcy starają się nosić maseczki; jednak dziś mamy upał, mamy bardzo wiele osób, które mają problem z oddychaniem, sama należę do tej grupy, więc rozumiem, że np. w parkach, jeśli nie ma wokół osób, trzeba do tego podejść zdroworozsądkowo
- uznała.
Aspirant Roman Aleksandrowicz z rudzkiej policji ocenił, że ze spełnianiem wymogu dotyczącego maseczek „nie jest źle”. - Jednak pojawiają się przypadki, gdzie trzeba pouczyć o obowiązującym prawie. Wzmożyliśmy liczbę patroli, które pojawiły się na mieście. Nie ma mowy o karaniu, chcemy skupić się na tym, żeby ludzie pamiętali, że obowiązują wymogi zasłaniania twarzy, nie gromadzenia się, zachowania dystansu i szczególnej higieny - wyjaśnił.
- Próbujemy przekonywać społeczeństwo, że to jest nasze wspólne dobro, że musimy o nie dbać wszyscy, bo tylko w ten sposób jesteśmy w stanie wygrać z koronawirusem – na tym obecnie się skupiamy - podkreślił policjant. „Miejmy nadzieję, że zadziałamy wspólnie i że za chwilę będziemy mogli wyjść z tej tzw. "czerwonej strefy" - dodał.
Zgodnie z sobotnimi danymi rudzkiej stacji sanepidu, na terenie jej działania stwierdzono od początku epidemii 883 dodatnie wyniki testów (w tym 3 w ostatniej dobie). Za ozdrowieńców uznano dotąd 393 osoby (w tym dwie w ostatniej dobie). Kwarantannie podlegały w sobotę 1303 osoby z tego terenu.
Prezydent Dziedzic przypomniała m.in., że kończy się właśnie kolejna tura badań przesiewowych w rudzkiej kopalni Bielszowice, będącej w ostatnim czasie jednym z głównych ognisk koronawirusa w woj. śląskim. W sobotę za chorych uznawano jeszcze 518 tamtejszych górników (w szczytowym momencie 532), jednak piątkowe testy dały 14 pozytywnych wyników na 262 próbki – co może świadczyć o stopniowym wygaszaniu ogniska.
- Tłumaczy nam się, że jest problem, aby górnicy pracowali w inny sposób i na pewno tak jest – dopóki nie ma specjalnej ustawy. Wyobrażałabym to sobie w ten sposób, że np. przebadana grupa górników z negatywnymi wynikami jest koszarowana, pracują, zmieniając się przez dwa tygodnie i potem zmienia ich kolejna przebadana grupa
- zasugerowała prezydent Rudy Śląskiej.
Podkreśliła jednocześnie, że po interwencjach jej oraz innych samorządowców do soboty częściowo zmniejszono zapowiadane pierwotnie ograniczenia dla "stref czerwonych", nieprzystające do miejscowych realiów. - Bo jaki jest sens zamykania siłowni w Rudzie Śląskiej i pozbawiania ich właścicieli dochodu, gdy rudzianin może iść do siłowni za miedzą? - zapytała.
- Jeżeli wprowadza się jakieś restrykcje, to trzeba z nami porozmawiać: na pewno pomożemy i przekonamy mieszkańców, że warto niektóre działania podejmować
- zapewniła Dziedzic przypominając, że Ruda Śląska np. inaczej, niż szereg innych samorządów, nie zdecydowała się na otwarcie letnich, otwartych basenów.
Prezydent Rudy Śląskiej od czwartku protestowała przeciw traktowaniu położonego w centrum paromilionowej konurbacji miasta, jak „samotnej wyspy”. Jako przykład wskazywała komunikację miejską, gdzie początkowo planowano, by w "strefach czerwonych" pojazdy mogły przewozić tylko liczbę pasażerów odpowiadającą połowie miejsc siedzących.
Ostatecznie ograniczenie liczby pasażerów (do 30 proc. liczby wszystkich miejsc siedzących i stojących) wprowadzono w "strefach czerwonych" dla linii wewnątrzmiejskich – w przypadku Rudy Śląskiej to 4 linie autobusowe. Pozostałymi 35 liniami autobusowymi i tramwajowymi, które wjeżdżają lub wyjeżdżają z tego miasta, może podróżować, jak dotąd, liczba pasażerów równa 50 proc. miejsc siedzących i stojących, przy pozostawieniu połowy miejsc siedzących niezajętych.
Od soboty obowiązuje rządowe rozporządzenie ws. ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii. Zakłada ono m.in. wyodrębnienie stref: „czerwonej” i „żółtej” - terenów z największym wzrostem zakażeń koronawirusem. Na ich obszarach obowiązują, poza ograniczeniami przewidzianymi dla całości terytorium Polski, dalej idące zakazy i nakazy oraz większe ograniczeniami, niż na pozostałym obszarze.
W czwartek Ministerstwo Zdrowia podało, że wyznaczając strefy zagrożenia epidemiologicznego, kierowało się liczbą zachorowań w poszczególnych powiatach w ostatnich 14 dniach - tam, gdzie na 10 tys. mieszkańców zachorowań było więcej niż 12, obowiązuje „strefa czerwona", a tam, gdzie liczba nowych chorych na 10 tys. mieszkańców wyniosła między 6 a 12 - "żółta”.
W „strefie czerwonej” obowiązuje m.in. zakaz organizowania kongresów i targów oraz działania sanatoriów, wesołych miasteczek i parków rozrywki. W siłowniach określono limit osób – jedna na 10 m kw. W kinach może być 25 proc. publiczności. W kościołach dopuszczalne jest 50 proc. obłożenia budynku, na zewnątrz limit to 150 osób. Liczba osób biorących udział w uroczystościach rodzinnych i w weselach została ograniczona do 50, z wyłączeniem obsługi. Wszędzie w przestrzeni publicznej konieczne jest zakrywania nosa i ust.