Niemieckie media biją na alarm! Jeszcze kilka miesięcy temu wydawało się, że Niemcy stosunkowo dobrze przeszły przez kryzys spowodowany pandemią koronawirusa, ale teraz, podczas drugiej fali, wypróbowane mechanizmy zawiodły - alarmuje "Der Spiegel", dokonując bilansu działań władz federalnych i regionalnych. "Władze pokazały czego nie potrafią" - podkreśla tygodnik.
- Podczas pandemii rząd federalny i władze landowe pokazały, co potrafią - a przede wszystkim czego nie potrafią. (...) Jeszcze kilka miesięcy temu wydawało się, że Niemcy stosunkowo dobrze przeszły przez kryzys, ale teraz, w drugiej fali, wypróbowane mechanizmy zawiodły. Przy końcu roku kraj stoi na krawędzi. Czy rozprzestrzenianie się wirusa da się znów opanować?
- zadaje retoryczne pytanie najbardziej opiniotwórczy niemiecki tygodnik w czwartek.
Magazyn przytacza najważniejsze liczby dotyczące pandemii:
- Nie ma takiej dziedziny życia, na którą pandemia nie wywarłaby wpływu
- orzeka "Spiegel", rozpoczynając swój bilans od sytuacji w służbie zdrowia. Przypomina, że część ekspertów od lat przekonywało, że w Niemczech jest za dużo szpitali i miejsc intensywnej terapii. Okazały się one błogosławieństwem w pandemii.
- Jednak w środę Instytut Roberta Kocha (RKI) ogłosił smutny rekord z 1129 zgonami w ciągu jednego dnia. (...) Znaczną ich część można połączyć z pojawieniem się ognisk wirusa w domach opieki i spokojnej starości. (...)Jeśli chodzi o ochronę osób starszych, system opieki zdrowotnej najwyraźniej zawiódł
- czytamy na stronie internetowej tygodnika. Zgodnie z przytoczonymi statystykami, każde ognisko w tego rodzaju placówkach dotyka średnio 20 osób. Eksperci RKI twierdzą, że ma to związek z niedoborem personelu, a "Spiegel" podkreśla:
"Żadna z obietnic politycznych tego nie zmieniła. (...) Rząd federalny ma trudności z ochroną grup ryzyka"
- Olaf Scholz (wicekanclerz i minister finansów) zaplanował na 2020 r. 218 mld euro nowych długów. (...) Ministrowie chcą uratować tymi pieniędzmi kraj przed jeszcze głębszą recesją i falą bankructw. Na korzyść działały i nadal działają niskie stopy procentowe. Scholz może tanio pożyczyć pieniądze i nie wyczerpie limitu, który sobie wyznaczył. (Wicekanclerz) jest przekonany, że podobnie jak w ciągu ostatnich dziesięciu lat, Niemcy znowu wyjdą z długu, jeśli gospodarka będzie się silnie rozwijać. Niemniej, budżet federalny będzie stanowić pewne wyzwanie dla niego i jego następców
- przewiduje magazyn.
Znacznie większym wyzwaniem - zdaniem autorów podsumowania - będą nieuniknione napięcia polityczne zarówno wewnątrz RFN, jak i na poziomie europejskim.
- W pierwszej fazie pandemii federalizm (niemiecki) sprawdzał się. Działał jako czynnik korygujący zbyt radykalne odchylenia polityki koronawirusowej. Gwarantował, że pandemia była zwalczana regionalnie. Dlaczego Meklemburgia-Pomorze Przednie, która od dawna ma niewielką liczbę zakażeń, miałaby być tak samo rygorystyczna, jak Bawaria, z jej wyjątkowo wysokim wskaźnikiem?
- przypomina "Spiegel", zwracając jednocześnie uwagę na drugą stronę medalu:
"W drugiej fali ujawniła się ciemna strona tego modelu: ponadlandowa solidarność zniknęła. A zaufanie premierów krajów związkowych do Angeli Merkel jako menedżera kryzysu i najwyższego autorytetu w zwalczaniu pandemii spadło. Dopiero w grudniu, kiedy krzywe infekcji i śmierci gwałtownie wystrzeliły we wszystkich landach, polityka znów przemówiła jednym głosem. Ale było już za późno, aby szybko ograniczyć rozprzestrzenianie się wirusa"
Z kolei Unia Europejska w pierwszych dniach pandemii przedstawiała - zdaniem "Spiegla" - żałosny widok.
"Na początku marca Francja nakazała konfiskatę wszystkich masek oddechowych, potem Niemcy wprowadziły zakaz eksportu sprzętu medycznego, a Włochy zareagowały szokiem. Różne państwa UE samodzielnie zamykały granice, na przejściach dochodziło do chaosu, przepływ towarów bywał utrudniony. Ochrona granic i polityka ochrony zdrowia to kompetencje państw członkowskich. Komisja Europejska nie mogła zrobić nic więcej poza mediacją"