Koszulka "RUDA WRONA ORŁA NIE POKONA" TYLKO U NAS! Zamów już TERAZ!

"Nie jestem zwolennikiem takich różnych "koron"". Prof. Bralczyk o języku w czasach epidemii

Epidemia koronawirusa znalazła oddźwięk w języku, w którym pewne słowa odżywają, pojawiają się też nowe, np. "koronaferie". Językoznawca prof. Jerzy Bralczyk dostrzega to, ale ma nadzieję, że wiele z nich odejdzie szybko wraz z koronawirusem.

zdjęcie ilustracyjne / pixabay.com/@geralt

Koronawirus Sars-Cov-2 wywołał w Polsce epidemię i... wpłynął na język. Sprawił, że w pojawiły się nowe określenia; większą popularność zyskały też słowa znane od dawna, jak np. izolacja, testy czy tarcza. Reakcję języka polskiego na pandemię obserwują językoznawcy.

Prof. Jerzy Bralczyk komentuje, że jeżeli w życiu społecznym pojawia się zjawisko, które "wyraźnie się zaznacza i odciska piętno", to wówczas związane z nim słowo dodaje się do różnych innych słów, bardzo często - dla skrótu. - Dawniej było mnóstwo różnych euro-, eko- czy neo- - przypomina, komentując popularność przedrostka "korona-", obecnego np. w słowie "koronaferie".

- Nie jestem zwolennikiem nadmiernego używania takich różnych 'koron'

- zastrzega językoznawca i podkreśla, że takie sformułowania dość mocno go irytują, bo ich używanie jest upraszczaniem rzeczywistości. Wolałby on, "żeby to było jakoś opisane".

- Trzeba jednak przyznać, że samo słowo 'korona' dość dobrze do tego się nadaje - jest poręczne i łatwo sie przykleja do innych słów

- zauważa profesor.

Wpływ pandemii na gospodarkę sprawił, że w mediach gości słowo "tarcza antykryzysowa". Zdaniem prof. Bralczyka "tarcza" to dość wygodna metafora, która oddziałuje na odbiorcę poprzez dosłowne znaczenie, a także wywołując skojarzenia. 'Tarcza' ma pozytywne konotacje: tarczą się zasłaniamy przed ciosami; możemy być z tarczą albo na tarczy - wymienia językoznawca. 

Jednocześnie ostrzega on, że jeśli metaforę zbyt często się powtarza, wówczas może się ona zleksykalizować i przestaje być przejrzysta. - Albo też zaczyna nas nużyć, drażnić; dostrzegamy wówczas, że większość metafor upraszcza rzeczywistość - mówi.

Prof. Bralczyk zwraca uwagę na modne słowa, których ludzie czasem używają, by pokazać swoje ideologiczne zaangażowanie: "Tak było dawniej ze słowem 'postępowy', a stosunkowo niedawno - 'innowacyjny'. 'Innowacyjność' była naszym obowiązkiem. Teraz 'tarcza' jest w obiegu. Czasem ci, którzy są nieżyczliwi rządowi i jego działaniom używają słowa 'tarcza' ironicznie, inni używają go serio, chcąc podkreślić, że jesteśmy 'zaopiekowani'".

Rzadko używanymi do niedawna słowami, a obecnie powszechnymi, są "epidemia" czy "pandemia". "Słowa 'demos' i 'epidemos' mają grecki rodowód. Epidemia - wiemy, co to jest; pandemia ma szerszy zasięg, a jednocześnie kojarzy się z 'pandemonium'. Jeśli coś jest endemiczne - to jest swojskie, a epidemiczne - to pochodzi niejako z zewnątrz. Mamy tu jeszcze cząstkę 'pan-' - miłą uchu, która jednak w tym wypadku oznacza grecką 'wszystkość'. Jak w 'panoptiocum' - gdzie 'wszystko' się widzi, i 'pandemionium' - gdzie diabły 'wszystko' ogarniają, tak i 'pandemia' oznacza coś, co jest 'wszędzie'" - opowiada prof. Bralczyk.

- Ponieważ chciałbym, żeby koronawirus szybko od nas odszedł, to mam nadzieję, że przez to również niektóre słowa przestaną być potrzebne. Mam nadzieję, że związane z epidemią słowa nie wejdą na dłużej do języka; że wiele z nich odejdzie wraz z koronawirusem

- podsumowuje profesor.

 



Źródło: PAP, niezalezna.pl

#prof. Jerzy Bralczyk #koronawirus

am