Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Koronawirus

Lisiewicz: to cholerstwo jest 7 razy bardziej zaraźliwe. A nas zabija durny wstyd przed wyśmianiem

To jest nasza narodowa cecha, poza pandemią jedna z najwspanialszych. Podejrzenie o to, że jesteśmy strachliwi, zwyczajnie nas obraża. Polacy w PRL cały czas gadali dowcipy o komunistach, gdy Niemcy z NRD drżeli ze strachu. Co pomyśleliby nasi dziadowie spod Somosierry i Monte Cassino, gdyby zobaczyli, że drżymy przed jakimś marnym wirusem? – to tkwi w każdym z nas. W czasie pandemii przydarzyło nam się coś okropnego. Powstała psychoza, które każe nam NIE PRZEJMOWAĆ SIĘ NADMIERNIE, żeby ktoś sobie nie pomyślał, że jesteśmy TCHÓRZLIWI. Fatalnie zbiegło się z nagłym wzrostem zaraźliwości wirusa oraz śmiertelności. Albo odwrócimy to w parę dni, albo naprawdę będzie cholernie źle. To teraz jest nasza Somosierra – pisze dla portalu Niezależna.pl Piotr Lisiewicz.

Jak jest z tą zaraźliwością brytyjskiej odmiany? Opowieść lekarza z jednego ze szpitali, z ostatnich dni:

„U nas jeden pacjent, który nie wiedział, że ma covida, chodził po korytarzu przez 5 minut. Zaraził w tym czasie aż 24 osoby. Mieliśmy podobną sytuację z pacjentem rok temu. Tyle, że wtedy zaraził 2”.

Taka jest różnica pomiędzy poprzednią a obecną falą pandemii. Tylko, że do zwykłych Polaków jeszcze to nie dotarło i zachowują się po staremu.

Sytuacje z kilku redakcji z ostatnich dni: pojawia się jedna osoba z covidem. W efekcie zarażone są wszystkie, które były w redakcji. Analogicznie do sytuacji ze szpitala – dawniej w podobnych sytuacjach zarażała się jedna albo i żadna. To moje „siedem” z tytułu wziąłem z brytyjskiej prasy, ile razy bardziej zaraźliwy jest teraz covid, dokładnie, nie wiem, ale na pewno dużo.

„90 procent zakażeń można wyeliminować szybko dzięki rozsądkowi” – stwierdził jakiś czas temu prof. Włodzimierz Gut na portalu Interia.pl. 90 procent!!! Takie jest znaczenie problemu, o którym piszę.

Zanim napisałem to, co na początku, zadałem sobie kilka pytań. Dlaczego gdy rodzice czekają na dzieci w przedszkolu, tylko ja i jeszcze jeden rodzic uciekamy od reszty na półpiętra? Dlaczego w małym sklepie, gdy jedna osoba jest przy kasie, tak nie wielu staje na wszelki wypadek na drugim końcu pomieszczenia? Dlaczego w autobusie, jeśli już musimy nim jechać, nie uciekamy w najdalszy od ludzi kąt? Dlaczego kiedy kolega rozmawiając z nam zbliża się do nas, większość wstydzi się zrobić krok w tył? Dlaczego na ulicy widząc idącą z naprzeciwka grupę, nie idziemy przez trawnik albo drugą stroną? Ten wstyd to jakaś durna psychoza, która jest zapewne skutkiem wspomnianego polskiego charakteru, ale także klimatu stworzonego z udziałem totalnej opozycji oraz antymaseczkowców, z czego wyszedł jakiś koszmarny mix.

By było jasne: nie chodzi mi wcale o „przestrzeganie obostrzeń”. Obostrzenia to tylko schemat zachowań, który ma zminimalizować ilość zarażeń. Taki system, układanka, która ma spowodować, żeby zamiast 100 było ich 50.

Są sytuacje, w których nieprzestrzeganie obostrzeń jest racjonalne. Gdy idziemy pustą drogą i ściągamy maskę, robimy racjonalnie powodując, że się nie zużywa. Sam tak czasem robię.

Ale czemu nie zachowujemy się racjonalnie w drugą stronę? Obostrzenia chronią nas o tyle, o ile. Maska zmniejsza ryzyko, a nie uniemożliwia zarażenia się. Dystans 1,5 metra jest pewnie ważniejszy, ale też możemy mieć pecha w zawirusowanym pomieszczeniu. Zawsze i w 100 procentach chroni nas jedno: brak kontaktów naszych i naszej rodziny z ludźmi z zewnątrz.

Ale w ogóle nie mieć kontaktów po prostu się nie da, wszyscy muszą iść do jakiegoś sklepu, do pracy, na spacer. Powinniśmy wtedy przyjąć zasadę stania JAK NAJDALEJ tylko się da od innych, przebywania w pomieszczeniach jak najkrócej, odwracania głowy, gdy ktoś zbliża do nas twarz, szybkiej wymówki, gdy sąsiad chce porozmawiać na klatce schodowej.

Do tego trzeba pozbyć się tego paraliżującego wstydu, co o nas pomyślą – że sąsiad czy kolega jest tchórz, że nasłuchał się propagandy i teraz się boi, że nie jest taki fajny jak my, co mamy polski, ironiczny dystans do zakazów władzy. Ja nawojowałem się w życiu z policją, sądami, komornikami itp. więc może i mi łatwiej ten paraliż odrzucić, bo mnie nikt nie będzie podejrzewał, że jestem jakiś wyjątkowy tchórz.

Musimy bardzo szybko zlikwidować ten wstyd, narzucić innym nowy sposób myślenia, że możemy dokonać tego zrywu narodowego, by zerwać z psychozą, że może ją na nowo zastąpić SOLDARNOŚĆ, tak, jeszcze raz, mimo że tyle razy te argumenty padały. Swoją drogą, ten kto zniszczył autorytet ministra Łukasza Szumowskiego, którego poleceń Polacy słuchali na początku pandemii, nie życzył Polsce dobrze. Mam nadzieję, że ABW inne służby wiedzą już kto za tym stał i czy mieliśmy do czynienia z obcą, wrogą Polsce ingerencją. Ale to już temat na oddzielny tekst.

Źródło: niezalezna.pl

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane