W Wielkiej Brytanii zaszczepiono 30 mln osób pierwszą dawką, ponad 3,5 mln – drugą. Jest tam teraz bardzo niska zachorowalność na Covid-19, właściwie nie ma ofiar śmiertelnych. Widać, że to efekt szczepień. Redaktor pytała o skutki uboczne szczepionek, których nadal obawiają się Polacy.
Brak ofiar śmiertelnych i niski odsetek zachorowań świadczy ewidentnie o efekcie szczepionek. Tutaj nie można nie wierzyć medycynie, a wierzyć wyłącznie doniesieniom i fake newsom. To szczepionki uratowały nas od wielu chorób. W Polsce także widać efekty szczepień na Covid-19
– podał.
Mówił, że osoby wyszczepione mają mniej powikłań i mniej z nich trafia do szpitali, a odsetek niekorzystnych odczynów poszczepiennych jest bardzo niewielki.
Nie gorączka, bóle mięśni, czy jeden dzień takiej niedyspozycji do pracy – to jest wpisane w ryzyko szczepień. Jak szczepimy dzieci i wiemy o tym, że dziecko gorączkuje po szczepieniu od razu, ma gorączkę, źle się czuje jeden czy dwa dni. Jak dorosły zacznie gorączkować i go wszystko boli, to jest naturalny efekt, że ta szczepionka działa, że to nie jest woda, tylko szczepionka
– powiedział.
Przeciwnicy szczepień mówią, że szczepionka zabezpiecza przed jedną mutacją wirusa.
Po pierwsze, to im szybciej się wyszczepimy tym mniej będzie wirusa w otoczeniu i będzie mniejsza szansa na mutowanie koronawirus. Na razie nie ma doniesień o tym, aby jakikolwiek szczep wirusa był totalnie odporny na szczepionki. Może być tak, że jak się zaszczepimy on owszem będzie się rozwijał w naszym ciele, ale nie zabije
– podał dr Zaczyński.
Dyrektor szpitala narodowego zaznaczył, że ta fala pokazała, jak szybko może się rozprzestrzeniać wirus. Zaznaczył, że nie chodzi tu o ilość zachorowań, ale o liczbę przypadków, które trafiają do szpitala.
Jeżeli mamy 30 proc. dodatnich wyników na Covid-19, to ta liczba jeszcze o niczym nie mówi. Jeżeli natomiast z tej liczby połowa osób trafia do szpitali, a wcześniej było 10 proc., to już świadczy o zakaźności tego wirusa i o tym szybkim przyroście zajadliwości wirusa, która powoduje potrzebę kontaktu z lekarzem, czyli przeciążenie służby zdrowia
– dodał.
Pytany o działanie amantadyny w leczeniu koronawirusa ocenił, że póki co nie ma zdania na ten temat. „Gdy zobaczę wyniki badań będę mógł się wypowiedzieć. Na ten czas, kiedy jestem o to pytany, nie zalecam” – ocenił.