Według gazety, z wielu regionów Polski docierają sygnały o ogromnych niedogodnościach w sposobie nauczania i funkcjonowania szkolnictwa artystycznego. "W wielu szkołach zmalała liczba uczniów. Rodzice i uczniowie rezygnują ze szkoły, ponieważ nie radzą sobie ze zdalnym nauczaniem" - wskazuje dziennik.
Jak mówi "Naszemu Dziennikowi" Adam Kowalski, sekretarz i skarbnik Krajowej Sekcji Pracowników Szkół Artystycznych NSZZ "Solidarność", "nauczanie on-line w wielu przypadkach w szkołach artystycznych jest po prostu trudne, lub wręcz niemożliwe". Tymczasem, jak podkreśla rozmówca gazety, w tego typu placówkach można zapewnić bezpieczne warunki również do nauczania stacjonarnego przy zachowaniu reżimu sanitarnego.
"Flet lub skrzypce można czasem wziąć do domu, ale perkusja, fortepian - już nie każdy ma warunki, by mieć takie instrumenty u siebie. A w przypadku szkół drugiego stopnia czy uczelni wyższych - i gry na organach - trudno to sobie w ogólne wyobrazić"
- mówi cytowany przez gazetę Kowalski.
Dziennik zwraca uwagę, że szkoły artystyczne - m.in. z uwagi na potrzeby akustyczne - dysponują często dużymi salami, a zajęcia odbywają się w małych grupach lub w systemie indywidualnym - jak w przypadku gry na instrumentach.
"Dramatyczny apel w tej sprawie wystosowało Ogólnopolskie Stowarzyszenie Nauczycieli Szkół Muzycznych" - pisze dziennik. Dodaje, że ryzyko związane z brakiem kandydatów do szkół pierwszego i drugiego stopnia, a w konsekwencji: zamykanie tych placówek - oznacza, że za kilka lat czeka nas problem braku uczniów i studentów w szkołach wyższych.
Cytowany przez gazetę Kowalski wskazuje z kolei, że konieczność nauczania on-line to także brak możliwości organizowania audycji, koncertów. "Dochodzi do tego, że najzdolniejsi, wybitni i utalentowani porzucają naukę, bo tracą cel" - mówi. Tracimy pewne pokolenie, które nie widzi sensu w robieniu tego, do czego otrzymało talent- konstatuje.