Jak pisze "PB", w ramach ankiety zebrał informacje z 60 różnej wielkości powiatowych urzędów pracy (PUP) z całej Polski - od Suwałk po Jelenią Górę i od Świnoujścia po Chełm. "Zebrane dane, choć nie zaskakują, mogą niepokoić. Okazuje się bowiem, że skala zwolnień grupowych w najbliższych miesiącach może być dwa razy większa niż rok wcześniej" - czytamy w dzienniku.
W czerwcu - jak twierdzi "Puls Biznesu" - według danych z ankietowanych PUP - pracodawcy zgłosili zwolnienia grupowe obejmujące około 2,2 tys. osób, podobnie jak rok wcześniej. "Kolejne miesiące przyniosły jednak istotną zmianę. W lipcu i sierpniu do urzędów spłynęły zgłoszenia dotyczące zwolnień grupowych prawie 6 tys. pracowników. Rok wcześniej skala zjawiska była znacznie mniejsza - niespełna 3,5 tys. zatrudnionych" - podaje dziennik.
Sprawę skomentował w "Sygnałach dnia" na antenie Radiowej Jedynki gość Katarzyny Gójskiej minister aktywów państwowych Jacek Sasin.
Polska gospodarka jest w kryzysie, co do tego nie ma wątpliwości. Zanotowaliśmy po drugim kwartale bardzo wyraźny spadek PKB o 8,2 proc. To jest nieco mniej niż było przewidywane
- mówił pytany o sytuację spowodowaną walką z pandemią koronawirusa.
Wskazał również, że "jeśli chodzi o bezrobocie, na razie sytuacja jest stabilna".
Minister rodziny podała w ostatnich dniach, że ten poziom bezrobocia to jest 6,1 proc. i to jest jeden z najlepszych wyników w całej Unii Europejskiej
- przypomniał.
Wicepremier mówił również o zwolnieniach w sferze budżetowej, zaznaczając, iż "okres koronawirusa pokazał, że są możliwości racjonalizacji pewnych działań", dlatego "rząd podjął decyzję o ograniczeniu zatrudnienia w administracji na poziomie ok. 10 proc.".
Będą duże zwolnienia w sferze budżetowej?
W związku z tym, że w całej gospodarce następują oszczędności, szukamy stabilizacji. Okres koronawirusa i pracy zdalnej pokazał, że są możliwości racjonalizacji pewnych działań. Rząd podjął decyzję o ograniczeniu zatrudnienia w administracji, przede wszystkim w urzędach, na poziomie ok. 10 proc.
- zaznaczył.