Nowa unijna akcyzowa dyrektywa tytoniowa – cele ambitne, ale czy realistyczne?
Jesienią 2025 r. Komisja Europejska przedstawiła projekt zmian dyrektywy akcyzowej (TED). W założeniach chodzi o ochronę zdrowia publicznego. W praktyce o jedną z największych w ostatnich latach prób fiskalnego „dokręcania śruby” całej branży, we wszystkich państwach UE i niezależnie od lokalnych uwarunkowań.
Jak zawsze w przypadku tak szerokich regulacji, diabeł tkwi w szczegółach: wyższa akcyza to również wyższe ceny, a wyższe ceny wcale nie muszą oznaczać niższej konsumpcji. Mogą za to oznaczać przesunięcie popytu z rynku legalnego – na szarą strefę.
Tym bardziej, że zewnętrzne granice UE, różne poziomy egzekwowania prawa, olbrzymie różnice w sile nabywczej – to wszystko powoduje, że jednolita podwyżka akcyzy na tytoń może być oderwana od realiów gospodarczych i społecznych poszczególnych państw.
Opinie EKES – ciało doradcze, niewiążące, ale… nagle masowo poprawiane
Choć rekomendacje EKES nie obligują Komisji Europejskiej do żadnych działań, to mają znaczenie polityczne. Stanowią sygnał ze strony organizacji społecznych, ekspertów i partnerów dialogu. Dlatego tak duże zdumienie wywołała skala i moment poprawek zgłoszonych przez Gobiņša.
Wcześniej grupa robocza przez wiele miesięcy wypracowała wyważone stanowisko, uwzględniając głosy ekonomistów, organów podatkowych oraz przedstawicieli NGOs. Tymczasem jeden delegat z Łotwy w ostatniej chwili próbował praktycznie przepisać cały dokument na nowo, usuwając znaczną część krytycznych opinii wobec proponowanego przez EKES podejścia.
Sam Andris Gobiņš przyznał, że nie jest ekspertem od rynku tytoniowego ani od zjawiska przemytu. Argumentował, że jego poprawki mają „przywrócić zgodność z pierwotnym projektem Komisji Europejskiej”. Tyle że właśnie kwestionowanie nadmiernej ingerencji KE było osią prac grupy roboczej. I to właśnie owo stanowisko próbował w ostatniej chwili zneutralizować łotewski przedstawiciel.
Pozostaje więc pytanie: czy to przykład merytorycznej korekty, czy raczej próba „przepchnięcia” regulacji po cichu, tylnymi drzwiami. I to w momencie, w którym większość uczestników prac uznała dokument za praktycznie gotowy?
Brutalna prawda: im wyższe obciążenia podatkowa – tym większa szara strefa
Najbardziej niepokojące jest jednak to, że rzeczywistość już zdążyła zweryfikować ambitne plany Komisji Europejskiej. Najnowsze dane fiskalne wskazują, że około 23% całego rynku tytoniowego w UE to dzisiaj produkty z szarej strefy: pochodzące z przemytu lub z produkcji w nielegalnych fabrykach.
Wzrost podatków nie zmniejszył więc konsumpcji – przesunął ją tylko w stronę nielegalnych kanałów. A to oznacza: brak wpływów budżetowych (z uwagi na brak podatków); brak kontroli jakości; brak systemów śledzenia i wreszcie: brak jakiejkolwiek ochrony konsumenta. Innymi słowy, zwiększenie regulacji może prowadzić do zmniejszenia wpływów budżetowych.
Pośpiech, chaos i brak proporcjonalności
Sytuacja wokół poprawkowej inicjatywy Gobiņša pokazuje, że proces legislacyjny UE w kluczowych obszarach wymaga znacznie większej przejrzystości i proporcjonalności.
Zgłaszanie dziesiątek poprawek na godzinę przed zamknięciem obrad nie jest dowodem efektywności, lecz sygnałem ostrzegawczym, że regulacje są zbyt ciężkie, zbyt szybkie i zbyt mało oparte na rzeczywistej analizie skutków.
I gdyby chodziło wyłącznie o kwestie proceduralne – można byłoby na to machnąć ręką. Ale stawka jest tutaj wysoka: to miliardowe wpływy z podatków, ryzyko wzrostu szarej strefy oraz bezpieczeństwo samych konsumentów.
Dlatego pytanie brzmi: czy UE powinna dalej iść w kierunku kolejnych podwyżek i regulacji – czy też zatrzymać się na moment i ocenić: jakie skutki przyniosły jej już wprowadzone obciążenia?