Klamka zapadła
Rosja to czwarty największy rynek papierosowy świata. Według danych Euromonitora jego wielkość szacuje się na ok. 206 mld sztuk papierosów rocznie. Rynek tytoniowy jest tu podzielony pomiędzy 4 globalne koncerny, których łączne udziały sięgają 97 proc. Na lokalnych producentów przypada pozostałe 3 proc. Koncern PMI jest drugim co do udziałów, ustępując japońskiemu Japan Tobacco International, ale pierwszym pod względem wysokości płaconych przez siebie podatków. I to nie tylko w swojej branży, ale wśród wszystkich zagranicznych firm. W Rosji działał od ponad 30 lat, pierwszą placówkę otwierając w 1992 roku.
Papierosy pali dziś 28,3 proc. Rosjan, czyli około 34 mln osób: 40,9 proc. mężczyzn i 15,7 proc. kobiet. Papierosowy biznes jest zatem dla Kremla oczkiem w głowie. Dlatego decyzja Philip Morris International o wyjściu z Rosji może dotkliwie zaboleć Kreml i jego oligarchów.
W 2020 roku Philip Morris International (PMI) zapłacił w Rosji 4,75 mld dol. podatków – najwięcej ze wszystkich zagranicznych firm działających na tym rynku. Zgodnie z wcześniejszymi informacjami koncernu, w ubiegłym roku na rynek rosyjski trafiło blisko 10 proc. całkowitego wolumenu produktów: papierosów i podgrzewanych wyrobów tytoniowych firmy. Rosja odpowiadała dotąd za około 6 proc. przychodów netto PMI. Koncern był także liderem rosyjskiego rynku w obszarze tzw. podgrzewanych wyrobów tytoniowych.
Teraz dostępność tzw. „wyrobów o zmniejszonej szkodliwości” niż papierosy maluje się dla rosyjskich palaczy w czarnych barwach. Koncern zapowiedział, że anuluje zaplanowane wcześniej na marzec premiery swoich produktów z tej kategorii. Anulował plany produkcji ponad 20 mld sztuk wkładów tytoniowych do swojego najnowszego podgrzewacza tytoniu IQOS ILUMA oraz związanej z nią inwestycji w Rosji o wartości 150 mln dolarów. Anulował też premiery wszystkich innych swoich produktów. Zaprzestał produkcji szeregu wyrobów tytoniowych oferowanych na rosyjskim rynku i ograniczyła działalność produkcyjną jako taką.
Rada Nadzorcza Philip Morris International przygotowuje scenariusze wyjścia z rosyjskiego rynku, uwzględniając złożoność i dynamicznie zmieniającą się specyfikę otoczenia regulacyjnego i biznesowego na tym rynku. Choć zamierza opuścić Rosję, to nie zamierza opuszczać ponad 3 tysięcy swoich pracowników i dalej ma zamiar wypłacać im pensje.
Troska o ukraińskich pracowników i ich rodziny
Koncern, którym od maja ub. roku kieruje zresztą Jacek Olczak, pierwszy Polak w fotelu prezesa globalnej firmy, nie zamierza przebierać w sankcjach wymierzonych w putinowski reżim. Nie przebiera też w słowach: potępił przemoc i wojnę przeciwko Ukrainie, solidaryzując się ze swoimi ukraińskimi pracownikami, zapewniając im pomoc humanitarną oraz pełne wynagrodzenia.
Pierwsza decyzja amerykańskiego koncernu dotyczyła ewakuacji pracowników z Ukrainy. Udało się pomóc w ewakuacji blisko 1000 osób, z czego do Polski trafiło około 600. Zapewniono im transport, zakwaterowanie czy środki pierwszej potrzeby.
– Jesteśmy zszokowani wojną na Ukrainie i stanowczo potępiamy przemoc. Od początku wojny na Ukrainie wszystkie nasze wysiłki skupiają się na zapewnieniu bezpieczeństwa naszym kolegom z Ukrainy. Wyrażamy solidarność z cierpiącymi, niewinnymi dziećmi, kobietami i mężczyznami
– mówi Jacek Olczak, CEO Philip Morris International. – Priorytetem jest dla nas troska o bezpieczeństwo i dobro ponad tysiąca naszych pracowników w Ukrainie oraz ich rodzin. Dostarczamy pomoc pracownikom, którzy wciąż przebywają na Ukrainie i wspieramy osoby, które opuściły już swój kraj i znalazły schronienie w krajach sąsiednich, poprzez pomoc medyczną, logistyczną, finansową i wszelkie inne dostępne środki. Będziemy też wypłacać wynagrodzenia wszystkim naszym ukraińskim pracownikom – dodał Jacek Olczak.
Amerykańska firma przekazuje już pierwszą transzę wsparcia finansowego w wysokości blisko 43 mln zł (10 mln dol.). Na tym pomoc koncernu jednak się nie kończy. Kilka dni po wybuchu wojny PMI uruchomił specjalny fundusz humanitarny dla Ukrainy, w ramach globalnej inicjatywy „Projekty z Sercem”. Pracownicy firmy wpłacili już blisko 2 mln zł, a sam koncern wyrównuje ich wsparcie donacją o tej samej wysokości, na rzecz pozarządowych organizacji humanitarnych. Przekazuje też darowizny rzeczowe organizacjom humanitarnym, niosącym pomoc Ukrainie, wspierając ponad 20 takich instytucji, działających w Ukrainie, Polsce, Mołdawii, Rumunii, Słowacji i Węgrzech.
W tej chwili skupiamy się na niesieniu pomocy humanitarnej Ukrainie. Robimy wszystko, co w naszej mocy, żeby pomóc naszym sąsiadom. Zaczęliśmy od akcji ewakuacji naszych pracowników i ich rodzin z Ukrainy. Udało nam się pomóc ponad 900 osobom, z czego około 600 trafiło do Polski. Staramy się w tej chwili zapewnić im spokój, dach nad głową i wszystkie środki potrzebne do życia – mówił w wywiadzie dla agencji Newseria Biznes Michał Mierzejewski, prezes zarządu Philip Morris Polska i Kraje Bałtyckie.
Jednak to Polska jest sercem i mózgiem operacyjnym humanitarnego przedsięwzięcia amerykańskiej firmy. Philip Morris Polska i Kraje Bałtyckie koordynują globalne działania PMI, związane m.in. z darowiznami finansowymi i rzeczowymi – w porozumieniu z organizacjami pozarządowymi i poprzez bezpośrednie wsparcie dla uchodźców przybywających do Polski. Polski oddział wprowadził też dodatkowe 5 dni w pełni płatnego urlopu na potrzeby wolontariatu, a kilkuset jego pracowników jest aktywnie zaangażowanych w niesienie pomocy rzeczowej Ukraińcom.
Amerykański koncern dołącza zatem do innych znanych firm, które już podjęły decyzję o biznesowym bojkocie rosyjskiego reżimu, jak m.in. Apple, Jaguar czy takich marek jak Gucci czy Channel. Jak informowały media, w ramach bojkotu wiele innych globalnych firm zdecydowało się zawiesić działalność w Rosji lub wstrzymać dostawy swoich produktów. Wśród takich firm znalazły się m.in. Facebook, Instagram, Netflix, H&M, Microsoft, Nokia, Nike, Porsche, UPS czy IKEA. Niemal każdy dzień przynosi wydłużanie się tej listy.