Chętnych do udziału w eksperymencie było ponad dwa miliony; wybrano zaledwie 122 osoby. Od 1 czerwca będą otrzymywać co miesiąc przez trzy lata 1200 euro. Za co? Ano za nic. To eksperyment, któremu przyglądać się będą naukowcy, chcący wiedzieć, jaki wpływ na ludzi ma tak zwany „bezwarunkowy dochód podstawowy”.
Na stronie internetowej projektu czytamy:
„uczestnicy nie musieli być osobami w potrzebie, a w czasie trwania projektu mogą pracować tyle, ile chcą. Nie mają też żadnych zobowiązań wobec tych, od których dostają pieniądze. Muszą jedynie wypełnić w czasie trzech lat trwania projektu siedem formularzy”.
Pieniądze pochodzą od około 150 tysięcy prywatnych darczyńców; ich odbiorcy nie muszą odprowadzać od nich podatku. Mowa o sumie 43 200 euro na osobę. Łącznie to 5,2 miliona euro.
„Presja konieczności zarabiania pieniędzy”
Odpowiedzialne za eksperyment stowarzyszenie „Mój dochód podstawowy” przekonuje, że „bezwarunkowe wypłacanie pieniędzy wszystkim obywatelom rozwiązałoby wiele problemów współczesnego życia”. Piszą o „presji konieczności zarabiania pieniędzy na życie”, która w ich mniemaniu ogranicza „wolność, kreatywność i szczęście”.
- Sprawdzamy, co robią ludzie, którzy przez trzy lata mają zapewnione materialne bezpieczeństwo. Czy wydają te pieniądze, czy odkładają? Czy przestają pracować, czy pracują mniej? Czy stają się bardziej socjalni i dają więcej innym?
- stawia pytania kierownik projektu Juergen Schupp z Niemieckiego Instytutu Badań Gospodarczych.
Lenistwo na koszt społeczeństwa
Schupp w „bezwarunkowym dochodzie podstawowym” dostrzega potencjał na impuls do innowacji i przedsiębiorczości.
- Może być tak, że osoby z dochodem podstawowym będą odważniejsi na przykład w sprawie samodzielnej działalności gospodarczej albo zmiany kwalifikacji
- przekonuje.
Projekt nie cieszy się sympatią niemieckich polityków. Nie poparła go jak dotąd żadna z liczących się partii.