W poniedziałek PSE podało, że "wystąpiły trudności w zbilansowaniu krajowego systemu elektroenergetycznego".
- napisano w komunikacie.
Bilans ma być napięty również dzisiaj, 7 grudnia. PSE we wczorajszym komunikacie podkreśliło, że skorzystano z - będącej środkiem zaradczym - "międzyoperatorskiej pomocy awaryjnej z systemów sąsiednich", w tym Litwy, Szwecji, Niemiec i Ukrainy.
Czy oznacza to, że grozi nam blackout, przed którym media, ale także Rządowe Centrum Bezpieczeństwa, ostrzegają od kilku tygodni?
Wojciech Jakóbik z portalu BiznesAlert studzi emocje.
Polska wytwarza energię na styk. Pomaga import. PSE przewidują, że dziś tak jak wczoraj sytuacja będzie napięta. Zanim jednak nastąpiłby blackout, jest szereg możliwości działania z "okresem zagrożenia na rynku mocy włącznie"
- napisał na Twitterze Jakóbik.
?? wytwarza energię na styk. Pomaga import. @pse_pl przewidują, że dziś tak jak wczoraj sytuacja będzie napięta. Zanim jednak nastąpiłby #blackout, jest szereg możliwości działania z "okresem zagrożenia na #RynekMocy" włącznie https://t.co/ps4AE9lhKr pic.twitter.com/YuQe1Gv2sJ
— Wojciech Jakóbik (@wjakobik) December 7, 2021
Jak informują PSE na swoich stronach, narzędzi mających na celu poprawę bilansu jest wiele, począwszy od przywołania do pracy dostępnych i sprawnych jednostek wytwórczych, przez „pracę w przeciążeniu” i zarządzanie popytem do wspomnianego ogłoszenia okresu zagrożenia na rynku mocy i zakupu interwencyjnego mocy za granicą.
Jeśli dopiero te działania nie przyniosą poprawy, wówczas operator wprowadzić może ograniczenia w dostarczaniu i poborze energii elektrycznej („stopnie zasilania”) lub awaryjne wyłączenie odbiorców.

(fot. pse.pl)
W rozmowie z portalem filarybiznesu.pl, Wojciech Jakóbik podkreślał, że kraje korzystające ze "stabilnej podstawy" - elektrowni jądrowych lub węglowych - są bardziej zabezpieczone przed blackoutem niż "państwa stojące dalej na drodze transformacji energetycznej, jednocześnie usuwające stabilną podstawę funkcjonowania energetyki".
Jakóbik dodał, że wielkość mocy wytwórczych polskich elektrowni jest w stosunku do zapotrzebowania "na styk".
- Do tej pory udawało się nam realizować to zapotrzebowanie dzięki własnym mocom, wśród których na szczęście posiadamy jeszcze te rezerwowe, jeszcze nie wykorzystywane, zabezpieczane przez tzw. rynek mocy oraz przez import energii - mówił ekspert.
Wyjaśnił również kolejne działania, jakie może podjąć operator systemu.
- Na początek może zostać wprowadzony stan zagrożenia - tylko z nazwy, ponieważ w tym przypadku chodzi o konstrukcję prawną, która pozwala wykorzystać rezerwowe elektrownie utrzymywane, jak już wspomnieliśmy, na wypadek niedoborów mocy. Wówczas operator PSE uruchamia te zapasowe elektrownie, by dostarczyć więcej energii do sieci - ponieważ płaci za to ich operatorom, stanowi to kolejną przyczynę wzrostu cen energii w naszym kraju. Następnym krokiem może być tzw. kontrolowane ograniczenie poboru energii, do którego doszło już latem 2015 r., kiedy okazało się, że wskutek zbyt niskiego poziomu wód, które chłodzą prace elektrownie nie są w stanie dostarczyć do sieci odpowiedniej ilości prądu. Wówczas operator zwraca się o ograniczenie poboru energii, w sposób rynkowy egzekwując od uczestników rynku zmniejszenie jej zużycia. Już wówczas dochodzi do powstania strat ekonomicznych, ponieważ zmniejszenie zużycia energii np. w przemyśle prowadzi do zaburzenia procesów produkcyjnych wskutek czego przedsiębiorcy ponoszą straty. Dopiero kolejny - i najbardziej dolegliwy krok - niekontrolowana przerwa dostaw energii, czyli blackout, stanowi faktyczną katastrofę
- stwierdził.