Wystąpienie Donalda Tuska wcześniej nie było planowane. Decyzja zapadła wczoraj. I wielu politycznych komentatorów spodziewało się - po wielu aferach w ostatnich miesiącach - rekonstrukcji rządu. Ale po informacji, że wystąpienie poświęcone zostanie "głównym zadaniom rządu na najbliższe kilkanaście miesięcy", nikt nie miał wątpliwości, że będzie to festiwal przedwyborczych obiecanek.
Najwięcej premier obiecał emerytom i rodzinom wielodzietnym. Ci pierwsi dowiedzieli się, że pozostanie waloryzacja procentowa. - Ale nie mniej niż - zaznaczył Tusk.
I ujawnił, że minimalna waloryzacja dla tych z najniższym świadczeniem wyniesie 36 złotych. Czyli biedni emeryci dostaną równowartość trzech kilogramów parówek, a esbecy z ogromnymi świadczeniami (korzystający z waloryzacji procentowej) jak zwykle otrzymają więcej.
Inna obietnica premiera: zwiększenie ulgi na 3 i kolejne dzieci o 20 proc. - Ulga na trzecie dziecko wzrośnie do 2 tysięcy złotych, a na czwarte i kolejne do 2700 złotych. Nowe, wyższe ulgi będzie można wykorzystywać na nowych zasadach, o których mówiłem wcześniej - zapewniał dodając "jeśli Sejm się zgodzi". A więc nic pewnego. Jak zwykle.
A o aferze podsłuchowej, która skompromitowała najważniejszych ministrów tergo rządu? Premier niewiele miał do powiedzenia. - Szczegółowe informacje na temat podsłuchów we wrześniu - stwierdził jedynie. Raport ma przedstawić szef MSW, czyli Bartłomiej Sienkiewicz. Główny bohater skandalu.