Kilka dni przed głosowaniem Łotewska Służba Bezpieczeństwa Państwa (VDD) wydała komunikat o możliwych rosyjskich kampaniach dezinformacyjnych. Według służby, w okresie wyborczym mogą pojawić się prowokacje ze strony Rosji lub Białorusi. Ich celem byłoby przyciągnięcie uwagi opinii publicznej i wpłynięcie na przebieg wyborów albo na ich wynik.
VDD zaapelowała do mieszkańców, by zgłaszali zauważone przypadki manipulacji. Łotwa jest stałym celem rosyjskiej propagandy, a podobne ostrzeżenia przed wyborami formułowały w ostatnich latach również inne państwa, m.in. Rumunia i Mołdawia.
„Upadłe państwo” i fałszywy Euronews
Evita Purina z portalu Re:Baltica, dziennikarka zajmująca się badaniem dezinformacji, wyjaśniła, po jakie narracje najczęściej sięga się na Łotwie. To opowieści o rzekomym upadku państwa, podważanie sensu wzmacniania obronności kraju i zniechęcanie do pomocy Ukrainie. Często powraca też zarzut o dyskryminację i prześladowanie rosyjskiej mniejszości.
Według analizy Re:Baltica w sieci przedstawiano Łotwę jako kraj upadły, nazistowski i rusofobiczny. Takie treści krążyły na Telegramie, YouTubie i TikToku. Rozpowszechniają je blogerzy, którzy wyjechali z Łotwy do Rosji lub na Białoruś, lokalni propagandyści, a także autorzy z Rosji. Przeważa język rosyjski, choć zdarzają się też materiały po łotewsku.
Jedną z metod jest podszywanie się pod znane media. W sierpniu w sieci pojawiło się nagranie stylizowane na materiał Euronews. Wynikało z niego, że podczas manewrów „Baltic Trust 26” ukraiński żołnierz zastrzelił trzech żołnierzy NATO, a potem odebrał sobie życie. Euronews nigdy takiego materiału nie opublikował, a historia była zmyślona. 14 sierpnia łotewska armia zdementowała ją na platformie X, nazywając sprawę skoordynowaną kampanią dezinformacyjną wymierzoną w siły zbrojne i NATO.
Purina zwraca też uwagę na zalew tandetnych, masowo generowanych przez sztuczną inteligencję nagrań i memów o treści politycznej. Specjaliści nazywają to zjawisko „slopagandą”, od angielskiego słowa slop, czyli tandeta. Chodzi o zasypanie odbiorców cyfrowym szumem i wywołanie emocji.
Ekspertka zastrzega jednak, że przed wyborami nie widać wyraźnego wzrostu dezinformacji. Rosyjska propaganda jest na Łotwie po prostu obecna przez cały czas.