Zgodnie z wynikami po przeliczeniu ponad 60 proc. głosów, niedzielne wybory na Węgrzech wygrała opozycyjna partia Tisza. - To są cząstkowe wyniki, ale wskazują na to, że Wiktor Orban te wybory przegrał, że mamy do czynienia z powtórką tego, co wydarzyło się 2023 roku w Polsce, czyli ten huraganowy atak, szantaż, również finansowy, zadziałał - komentował na gorąco decyzję Węgrów na antenie Telewizji Republika Marcin Romanowski z Prawa i Sprawiedliwości.
"Ta fala konserwatywna, która przechodzi w ostatnich miesiącach - i mam nadzieję, że będzie szła nadal - przez Europę doznała pewnego załamania"
– oznajmił.
Jak przypomniał, Orban rządził 16 lat, w związku z tym, wyborcy mogli głosować niekoniecznie na konkretną partią, a za zmianą. - Polski przykład być może niedostatecznie ich nauczył, że zmiana dla samej zmiany nie jest dobra - oświadczył.
"Myślę, że główny wniosek z tej porażki Fideszu i zwycięstwa globalistów jest taki, że Polska i Europa konserwatywna straciła bardzo ważny bastion, który był zwolennikiem konserwatywnej Europy. Ale cóż, idziemy dalej, wybory we Francji, w pierwszej połowie przyszłego roku, na wiosnę, mam nadzieję, że pokażą, że mimo tego, iż Europa stała się bardzo liberalna, została przeorana przez globalistyczną ideologię, to jednak narodowi konserwatyści potrafią w Europie wygrywać"
– powiedział.
Według Romanowskiego, Tisza może zaaplikować na Węgrzech ten sam poziom "agresji, nienawiści i bezprawia", który - jego zdaniem - został wprowadzony w Polsce.