Rosyjskie media błyskawicznie po upublicznieniu wycieków z kancelarii Mossack Fonseca stwierdziły, że cała afera jest atakiem wymierzonym w Kreml, a następnie zaczęły prezentować treść tych dokumentów, która ma dowodzić fałszywości polityków zachodniej Europy. Na celowniku są głównie premier Wielkiej Brytanii David Cameron oraz premier Islandii Sigmundur Gunnlaugsson. Telewizje rosyjskie pokazują protesty opozycji w Reykjavíku niczym zwiastun upadku Zachodu.
Sam Władimir Putin zabrał głos w sprawie.
Określił, że zachodni dziennikarze dostali zadanie przypisania Putina do tej afery. Wcześniej publicyści rosyjscy krytykowali dziennik „The Guardian”, który zobrazował powiązania finansowe aferzystów z całego świata, a obok twarzy Siergieja Roldugina, którego nazwisko pojawia się w „Panama Papers” widnieje zobrazowany jest także Putin.„Sami jesteście dziennikarzami, więc wiecie co to jest produkt informacyjny” – stwierdził prezydent Rosji w Petersburgu.
Prezydent Rosji twierdzi, że dziennikarskie śledztwo za jeden z celów obrało sobie podważenie zaufania wieloetnicznego społeczeństwa rosyjskiego do władz Federacji. Zakwestionował także udział swojego wieloletniego przyjaciela, wiolonczelisty Roldugina, w aferze. Zasugerował także, że ataki na jego osobę są związane z twardą postawą wobec sytuacji na południowo-wschodniej Ukrainie oraz „aferą Snowdena”.„Nazwisko Putina nie pojawia się ani razu na 11 milionach stron dokumentów” – pisali nawet autorzy rosyjskiej blogosfery.
Tymczasem przekazanie pieniędzy do kancelarii w Panamie w przypadku wielu milionerów dokonywało się za pośrednictwem osób trzecich – sprawę Siergieja Roldugina i jego szczególnej zażyłości z obecnym prezydentem Rosji opisuje dzisiejsza Gazeta Polska Codziennie.