Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Świat

Biała flaga Tuska

W sprawach dla naszego kraju fundamentalnych, takich jak kształt przyszłego budżetu Unii Europejskiej, rząd nie jest w stanie skutecznie reprezentować Polaków.

Autor:

W sprawach dla naszego kraju fundamentalnych, takich jak kształt przyszłego budżetu Unii Europejskiej, rząd nie jest w stanie skutecznie reprezentować Polaków. Tandem PO-PSL kapituluje już na starcie negocjacji.

Piszę te słowa tuż po zakończonym w Londynie moim spotkaniu z ministrem spraw zagranicznych w rządzie Jej Królewskiej Mości Williamem Hague’em. Ten były szef brytyjskiej Partii Konserwatywnej, a teraz numer 1 w FCO (Foreign and Commonwealth Offi ce – nazwa MSZ Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej), mówił o Unii Europejskiej w kontekście różnorodności, a nie ujednolicania za wszelką cenę, dywersyfi kacji, a nie unifikacji. To typowe dla Wyspiarzy podejście do UE jako Europy Narodów. Ale powiedział też coś, czego nie wiedziałem. Otóż w czasach kryzysu jego kraj otworzył aż 19 nowych ambasad i konsulatów. W tym samym czasie Polska (której przecież kryzys nie dotknął…) zamknęła kilkadziesiąt (!) swoich placówek dyplomatycznych.

Od spotkania z Williamem Hague’em i kanclerzem skarbu, czyli ministrem finansów George’em Osbourne’em, czy Teresą May, minister spraw wewnętrznych w gabinecie konserwatystów – przy całym dla nich szacunku – ważniejsze dla mnie było spotkanie z osobą, której kluby „Gazety Polskiej” przyznały w 2011 r. tytuł Człowieka Roku – premierem Davidem Cameronem.

Zdobył się on na deklarację dla Polski szczególnie istotną: Londyn nie będzie za cięciami z funduszu spójności, chce jego zachowania. To rzecz fundamentalna, bo właśnie środki z funduszu spójności są dla Rzeczypospolitej głównym kranem finansowym, dzięki któremu płyną do nas unijne pieniądze. To oświadczenie nastąpiło po liście Jarosława Kaczyńskiego do Camerona, ale też po przeszło trzyletniej współpracy Prawa i Sprawiedliwości oraz partii torysów w ramach jednej frakcji w Parlamencie Europejskim. Nie znaczy to,  że we wszystkim mamy takie samo zdanie, ale ważne,  że w tej szczególnie istotnej dla Polski sprawie nie mamy różnych poglądów.

Budżetowe fiasko polskiej prezydencji

Oświadczenie premiera Camerona może być interesującym punktem odniesienia w polskiej debacie na temat budżetu Unii Europejskiej na lata 2007– 2014. Dyskurs ten jest  niestety zdominowany przez rządowy PR i wręcz nachalną propagandę płynącą z Al. Ujazdowskich (Kancelaria Prezesa Rady Ministrów) albo Alei Szucha (MSZ). Władze konsekwentnie uciekają od faktów, kreują mity, a czasem wręcz stają się zakładnikami propagandowych bzdur, które wygadywały parę lat lub kilkanaście miesięcy wcześniej.

Przykład pierwszy z brzegu. Czy pamiętamy to medialne młotkowanie, jakim to wielkim sukcesem była polska prezydencja w UE?  Podawano ją jako koronny przykład nieustającego pasma sukcesów w polityce międzynarodowej rządu PO-PSL. Tymczasem, w kontekście unijnego budżetu,  żadne z 11 państw, które publicznie zadeklarowały w 2010 r. lub w pierwszych miesiącach 2011 r. chęć zamrożenia budżetu Unii lub nawet jego zmniejszenia, ani o milimetr nie zmieniło swojego stanowiska między 1 lipca a 31 grudnia zeszłego roku, podczas półrocza, w którym Warszawa kierowała UE i rzekomo wytyczała kierunek jej budżetowego marszu. To spektakularny przykład ewidentnej porażki tandemu Tusk-Sikorski w sprawach dla Polski i polskiej gospodarki najżywotniejszych. Konsekwencje tego  fiaska negocjacyjnego – a czy w ogóle jakieś realne negocjacje w drugim półroczu zeszłego roku podjęto? – trwać będą, uwaga, jeszcze 10 lat, aż po rok 2022! Dlaczego? Dlatego że wedle niedawno przyjętych przez Brukselę nowych reguł rozliczania się krajów członkowskich z unijnych dotacji można je rozliczać do dwóch lat po zakończeniu siedmioletniej perspektywy finansowej.

Kluczowy komisarz? Raczej Pan „Nic nie mogę”

Drugim napompowanym do nieprzytomności balonem propagandowym obecnej władzy był mit unijnego komisarza do spraw budżetu Janusza Lewandowskiego z Platformy Obywatelskiej. Gdy w 2009 r. obejmował to stanowisko, którego skądinąd nie chciał żaden kraj, mówiono, jak  wielkim sukcesem tej władzy jest objęcie wpływowego stanowiska. Pamiętam wypowiedzi polityków PO, że do Lewandowskiego będą, ni mniej, ni więcej, ustawiały się kolejki premierów i ministrów z różnych krajów, proszących, aby „nasz komisarz” pomógł załatwić im pieniądze dla ich państw.

Brukselska teka tego działacza KLD, a potem PO miała być absolutnie kluczowa. Dziś już kompletnie się nie mówi, jakiego to wpływowego mamy człowieka w centrum dowodzenia UE, tylko się miauczy,  że tyle państw chce „zamrozić” unijny budżet. To kolejny przykład, że ta władza stała się zakładnikiem własnej propagandy. Tym razem tej sprzed trzech lat.

Tusk z gracją baletnicy potykającej się o własne nogi wymienia jako głównego winowajcę odpowiedzialnego za chęć zmniejszenia budżetu UE, a więc też pieniędzy dla Polski, brytyjskiego premiera Davida Camerona, wyraźnie sugerując też polityczną odpowiedzialność Jarosława Kaczyńskiego jako lidera Prawa i Sprawiedliwości, który od 2009 r. jest w europarlamencie w tej samej rodzinie politycznej co partia Camerona (ECR – Europejscy Konserwatyści i Reformatorzy).

7 do 1, czyli rzekome wpływy PO

Tymczasem gdy sześciu premierów państw członkowskich UE już w 2010 r. ogłosiło list, jednoznacznie sugerujący „zamrożenie” unijnego budżetu, to poza wspominanym Cameronem podpisało go pięciu szefów rządów wywodzących się z partii będących w tej samej partii w Parlamencie Europejskim, co PO i PSL (Europejska Partia Ludowa). Proporcje są zatem miażdżące: pięć do jednego. Co zrobiła partia Tuska i Lewandowskiego przez te dwa lata,  żeby przekonać rządy tych pięciu krajów, rządzonych przez chadecję, do zmiany ich stanowiska? W międzyczasie epidemia „zamrażania” budżetu Brukseli rozszerzyła się i obecnie opowiada się za tym 11 państw. Z tego siedem rządzonych przez ugrupowania „siostrzane” dla partii Donalda Tuska i Waldemara Pawlaka, trzy przez lewicę i jeden przez konserwatystów. Rządowa propaganda wypomina PiS-owi źdźbło (Cameron), a zapomina o belce (siedem państw, na które teoretyczny wpływ powinny mieć PO i PSL, skoro są z nimi nie tylko w tej samej frakcji w Brukseli i Strasburgu, ale też w tej samej partii na poziomie europejskim).

Donald Tusk po zakończeniu, oby szybko, swojej politycznej kariery mógłby napisać podręcznik: „Jak nie negocjować”. Zapowiedział  właśnie,  że na pewno nie zawetuje budżetu UE, nawet jeśli będzie on wyraźnie poniżej polskich oczekiwań. Zrobił to w tym samym czasie, gdy dbający o interesy własnego kraju David Cameron zapowiedział weto dla zbyt dużego zdaniem Londynu budżetu UE. W ten sposób Polska Tuska sama sobie wytrąca z ręki ważną, jeśli nie decydującą, kartę w negocjacjach. Dodam,  że podkreślający swoją osobistą i polityczną przyjaźń z kanclerz Merkel lider PO powinien wiedzieć, że właśnie Niemcy to jeden z trzech krajów, które w Unii najczęściej…używają weta (obok Austrii i Belgii).

W sprawach nowego budżetu UE na lata 2014–2020 rząd PO-PSL z dumną miną wciąga na maszt białą flagę, kapitulując na samym starcie decydującej negocjacji.


Autor:

Źródło: Gazeta Polska Codziennie

AKTUALNE PETYCJE

NAJNOWSZE Świat